Piotr Woźnicki właśnie wyrusza na Białoruś. Będzie tam doskonalił się w mauy thai, czyli tajskim boksie. Jego trenerem i sparingparterem będzie Dimitri Szakuta, jeden z najlepszych na świecie zawodników mauy thai, który regularnie wygrywa z Tajami.
Woźnicki ma dopiero 22 lata. Urodził się w Sierpcu, ale od 18 lat mieszka w Płocku. Dziś jest zawodnikiem Centrum Sportów Walki i zajmuje się tajskim boksem. Ale w swojej karierze był już kick bokserem, bokserem, trenował sandę. – To chłopak z ogromnym potencjałem – uważa Tadeusz Kopciński, menadżer CSW. – Jest spokojny, grzeczny, religijny. Tym nie ujął. Jeśli z taką pasją i zaangażowaniem będzie przykładał się do tego sportu to za półtora roku, dwa lata może zostać mistrzem świata.
Na razie sukcesem Woźnicki jest powołanie do kadry narodowej. Na zawodowym ringu w mauy thai (kategoria do 75 kg) stoczył pięć walk. Trzy z nich przegrał. Ale, jak zaznacza, Kopciński walczył z zawodnikami bardziej od niego utytułowanymi i doświadczonymi. Samemu Woźnickiemu najbardziej utkwiła w pamięci czerwcowa walka z Chorwatem Emilem Zorajem. – To był przeciwnik znacznie silniejszy ode mnie i bardziej doświadczony – opowiada. – Musiałem się nieźle wytężyć, żeby przetrwać z nim pięć rund.
Płocczanin przegrał, ale i tak był z siebie zadowolony. Bo był pierwszym zawodnikiem od pięciu lat, który dotrwał do końca pojedynku z Zorajem.
Woźnicki mówi, że sztukami walki interesował się od dziecka. – Jak tylko mogłem oglądałem je w telewizji – mówi. W październiku 2001 r. poszedł na trening kick boxingu. Wtedy płoccy kick bokserzy byli w ścisłej czołówce. Tacy zawodnicy jak Marcin Różalski czy Jacek Piotrowski błyszczeli na ringach. Szesnastoletniemu wówczas Woźnickiemu bardzo spodobały się treningi. – Była fajna grupa ludzi, każdy się wzajemnie motywował – wspomina.
Po pół roku pojechał na swoje pierwsze mistrzostwa Polski. Zdobył srebrny medal. – Byłem bardzo z siebie zadowolony – mówi. – Chociaż nie byłem jakoś super przygotowany, to z trzech walk wygrałem dwie.
Na następnych mistrzostwach był trzeci. Po kick boxingu przyszła kolej na zawodowy boks. Swoje dwie pierwsze walki wygrał. Ale potem miał roczną przerwę. Na wojsko. Po maturze zgłosił się do niego na ochotnika. – Chciałem zostać zawodowym żołnierzem – przyznaje. – Ale po roku przestało mi się podobać. I to wcale nie dlatego, że było ciężko. Wręcz przeciwnie. Było bardzo łatwo i nudno. I to mnie zniechęciło.
Woźnicki w WKU powiedział, ze chce iść do oddziałów specjalnych. – Kapitan, który siedział za biurkiem zapytał czy chcę być płetwonurkiem. Pomyślałem dlaczego nie i tak trafiłem do jednostki saperów-płetwonurków – mówi. – Przeszedłem trzymiesięczne szkolenie w Gdyni i mam wojskowe uprawnienia zawodowego nurka.
Zejść pod wodę nie ma zbyt wiele na koncie. Ale bardzo mu się podoba pod wodą. – Jak przestanę walczyć to będę nurkował – zapewnia. – Nurkowanie bardzo mnie odpręża. Pod wodą jest cisza i spokój.
Gdy wrócił po wojsku do Płocka boksu już nie było. Zajął się więc znów kick boxingiem. Potem była przygoda z sandą. – Wystartowałem w kilku turniejach i zawsze zajmowałem pierwsze miejsca – opowiada. – Ale nikt się mną nie interesował. Nie widziałem szansy, żeby zrobić karierę w sandzie.
We wrześniu ubiegłego roku zaczął treningi mauy thai. Ćwiczy pod okiem Marcina Różlaskiego, najbardziej utytułowanego zawodnika w sportach walki w Płocku. – Marcin bardzo przykłada się do treningów i żąda tego samego od nas – mówi Woźnicki. – Wyciska z nas siódme poty.
Dotychczasowa kariera Woźnickiego w tajskim boksie to 10 walki, w tym pięć zawodowych. Dwie z nich wygrał. Ale ma nadzieję, że jak nabierze doświadczenia, będzie znacznie lepiej. Płocczaninowi w mauy thai podoba się finezja walki. – W tej dyscyplinie jest wiele różnych technik – przekonuje. – A podczas walki można uruchomić swoją wyobraźnię.
Woźnicki uważa, że w tajskim boksie ogromną role odgrywa kondycja. Trzeba być bardzo wytrzymałym, aby dotrwać do końca pojedynku. Zwłaszcza, że w jego kategorii walka jest bardzo szybka. Płocczanin przyznaje, że aby uprawiać sporty walki trzeba mieć w sobie trochę agresji. Woźnicki zarzeka się, że zostawia ją na treningach. – Na ulicy biłem się tylko raz i to w podstawówce – mówi. – Panuje powszechna opinia, że rozrabiamy na ulicach. Ale to nieprawda. Może rozrabiają tacy, którzy byli na dwóch-trzech treningach i myślą, że są mocni. To, że trenuję i walczę na ringu zupełnie mi wystarczy. Traktuję to jako sport, a nie sposób żeby kogoś pobić.
Tak jak w każdym sporcie, aby odnieść sukces w tajskim boksie trzeba dużo pracować. Trzeba też mieć sporo wewnętrznej dyscypliny i samozaparcia. – Mój dzień zaczyna się od biegania, później jest trening siłowania – mówi Woźnicki. – W okresie przygotowania do walki trzeba zapomnieć o jakiś przyjemnościach. Liczy się tylko trening.
Woźnickiemu i innym zawodnikom CSW brakuje obycia na ringu. Bo płocki klub na razie nie dorobił się tego „urządzenia”. Tadeusz Kopciński ma nadzieję, że znajdą się sponsorzy, którzy pomogą klubowi w kupieniu ringu. – Gdybym mógł normalnie trenować na ringu, wtedy łatwiej byłoby na zawodach – mówi płocczanin. – Bo przestrzeń między linami nie byłaby dla mnie niczym nowym. Czułbym tę przestrzeń.
Płocczanina już niedługo czeka poważny sprawdzian. W październiku odbędzie się w Płocku po raz drugi gala Angels of fire. Podczas niej odbędzie się turniej w boksie tajskim w kat. Do 75 kg. Mają w nim wystartować czterej najlepsi w Polsce zawodnicy oraz Holender, Francuz, Portugalczyk i Szwed. Właśnie treningi na Białorusi mają być wstępem do przygotowań do tej gali.
Piotr Woźnicki ma nadzieję na zrobienie kariery w mauy thai. Ale żyje nie tylko sportem. – Gdy nie trenuję spotykam się z dziewczyną, lubię czytać książki, jeździć na rowerze – mówi. Niedawno został strażakiem-ochotnikiem na płockich Podolszycach. Na razie jeszcze nie brał udziału w akcji.
Mauy thai
Jest ringowym sportem walki. Jest to styl rozgrywany w stójce (zawodnik leżący na deskach nie uczestniczy w walce). Formułą walki jest wyłącznie full-contact, gdzie ciosy zadaje się z pełną siłą. Cechami wyróżniającymi boks tajski na tle innych popularnych stylów jest szerokie użycie uderzeń łokciami i kolanami (w formule amatorskiej na łokcie, kolana i korpus są zakładane ochraniacze, w walkach zawodowych są one nieosłonięte). W boksie tajskim kładzie się również szczególny nacisk na używanie niskich kopnięć. Podstawą stylu jest niskie kopnięcie na udo (z angielska zwane lowkick). Boks tajski przywiązuje dużą wagę do klinczu, czyli walki w zwarciu. Jest to łatwo rozpoznawalny element boksu tajskiego. Pozycja walki jest głównie frontalna, ręce trzyma się szerzej niż w bokserskiej gardzie, dzięki czemu trudniej złapać w klincz. Dozwolone są przechwyty kopnięć, obalenia i podcięcia, natomiast zabronione rzuty, jakie się stosuje w judo. W Polsce boks tajski uprawia się od początku lat 90. XX wieku.
Autor artykułu: Grzegorz Szkopek