Archive for August, 2007

Wichura zwaliła drzewa i słupy

Thursday, August 23rd, 2007

Zerwane linie energetyczne, powalone drzewa, tragedia na drodze – to efekt wichury, jaka przeszła w nocy z 22 na 23 sierpnia nad powiatem sochaczewskim. Mieszkańcy wsi Leontynów przez całą dobę nie mieli prądu.

W Sochaczewie wiatr przewalił pięć drzew, połamał gałęzie. Jedno, przy ulicy Senatorskiej, zniszczyło stojące na parkingu auto.

W Leontynowie wichura powaliła słupy energetyczne, zerwała linie.

- Z powodu złych warunków atmosferycznych na drodze w Różkach zderzyły się dwa ciężarowe auta, kierowca jednego z nich nie żyje – relacjonuje starszy kapitan Wiesław Gorzki z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej. Akcja usuwania skutków wypadku trwała cztery godziny.

Wozy strażackie siedem razy wyjeżdżały usuwać powalone przez wichurę gałęzie i drzewa.

Autor artykułu: EDUR

Bez kolejki do alergologa

Thursday, August 23rd, 2007

Płocki ratusz zaprasza wszystkich płocczan do skorzystania z bezpłatnej i co więcej „bezkolejkowej” wizyty u alergologa. W ramach programu Biała Sobota na pacjentów będzie czekać dr Maria Woźniak w swoim gabinecie przy ulicy Armii Krajowej 2a. Terminy są aż trzy – 8, 15 i 22 września. Godzinę wizyty można ustalić pod numerem telefonu 024 263 53 33. Kolejne darmowe porady dla alergologów zaplanowano na 6 i 20 października a także na 10 i 24 listopada.

Autor artykułu: Dagmara Kobla

Remont ulic w Grójcu

Wednesday, August 22nd, 2007

Nowy asfalt pojawi się na ulicach Jarzębinowej, Topolowej i Brzozowej w Grójcu, obok nich położone zostaną chodniki i krawężniki. Miasto przeznaczyło na to 1.900.923 złote. Prace już się rozpoczęły i zakończą się we wrześniu, wykona je miejscowe Przedsiębiorstwo Robót Inżynieryjno Drogowych.
Dobiega końca natomiast remont ulic wraz z wykonaniem kanalizacji burzowej Walecznych, Moniuszki, Kochanowskiego i Szymanowskiego. Roboty prowadzi Zakład Produkcyjno Usługowy DrogBiut z Grójca. Miasto wyłożyło na inwestycję 674 877 złotych.

Autor artykułu: PO

Niespodziewany powrót Matysika

Wednesday, August 22nd, 2007

W drugiej rundzie Pucharu Zdobywców Pucharów szczypiorniści Wisły zagrają z rumuńską Staeuą Bukareszt. Być może w tych meczach w szeregach nafciarzy zobaczymy Michała Matysika.
Matysik jest doskonale znany płockim kibicom. Ten leworęczny zawodnik trafił do Wisły w 2004 r. Opuścił ją dość niespodziewanie w trakcie sezonu, w październiku ubiegłego roku. Pojechał grać do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jak mówił wtedy sam Matysik, miała to być jego sportowa emerytura. Ale „Matys” nie pograł zbyt długo w ZEA. – Wróciłem do Polski na wakacje i okazało się, ze zostaje w kraju – mówi. – Coś się poplątało w moim klubie w Emiratach i dlatego tam nie wracam.
Bardzo prawdopodobne, że „Matys” wróci za to do Wisły. Nafciarze usilnie bowiem poszukują leworęcznego zawodnika na prawe rozegranie. W tej chwili brakuje im takiego gracza. 34-letni Matysik przyznaje, że rozmawiał z płockim klubem. – Żadne decyzje nie zostały podjęte – dodaje. – Oczywiście chciałbym jeszcze pograć w Wiśle. Ale mam pewne zobowiązania w Warszawie i muszę je załatwić. Myślę, że kwestia mojej gry wyjaśni się w najbliższych dniach.

Gdyby „Matys” wrócił do Płocka z pewnością zagra w europejskich pucharach. Nafciarze we wtorek poznali ewentualnego przeciwnika w drugiej rundzie Pucharu Zdobywców Pucharów. To Staeua Bukareszt. Ale za nim z nią zagrają najpierw zmierzą się w Płocku 1 i 2 września z DIN HK Baku. Pokonanie tego rywala nie powinno sprawić trudności podopiecznym Bogdana Zajączkowskiego. Jest prawie pewne, że 29 września i 8 października zmierzą się więc ze Staeuą. Rumuni to znacznie bardziej wymagający rywal niż Azerowie. Steua, tak samo jak nafciarze, występuje nieprzerwanie w europejskich pucharach od sezonu 1993/94. Jednak nie tak często, jak płocczanie walczyła w elitarnej Lidze Mistrzów. Rumuni w poprzednim sezonie dotarli do trzeciej rundy pucharu EHF, w której przegrali z Grasshopper Club Zürich. W sezonie 2005/06 Steua zagrała w finale Challange Cup. – To zespół porównywalny do naszego – mówi Bogdan Zajączkowski, trener Wisły. – Nigdy nie mieliśmy do czynienia z rumuńską piłką ręczną. Ale nie jest ona najsłabsza. Na razie niewiele wiemy o naszym przeciwniku. Na pewno powalczymy z tą ekipą o awans.

Wiśle powinien pomóc w tym nowy środkowy. Na dniach ma pojawić się w Płocku Rosjanin Iwan Pronin. To 25-letni zawodnik Kaustika Wołgograd, który mierzy 190 cm i jest podobno obdarzony dobrym rzutem sytuacyjnym. Wszystko wskazuje na to, że jeśli tylko przyjedzie do Płocka zostanie od razu zawodnikiem Wisły.

Na razie nafciarze sprawdzają formę na turniejach. Ostatnio grali w silnie obsadzonej imprezie w Kielcach. Oprócz Wisły zagrali w niej oczywiście gospodarze z Vive, a także ekipy Czechowskich Niedźwiedzi (mistrz Rosji), Viborga (mistrz Danii), węgierskiego Dunaferru i Piotrkowianina. Podopieczni Zajączkowskiego zajęli w turnieju piąte miejsce. W grupie przegrali z Niedźwiedziami 26:37 (11:20) i Vive 30:35 (16:16). W pojedynku o piątą lokatę pokonali Piotrkowianina 32:31 (17:11). Zajączkowski dał w tych meczach pograć młodym zawodnikom. Trochę nie miał innego wyjścia, bo np. Rafał Kuptel czy Adam Twardo skarżyli się na urazy.

W piątek płoccy kibice będą mogli na żywo obejrzeć szczypiornistów Wisły. Tego dnia o 17 w hali Chemika nafciarze zmierzą się z Meszkowem Brześć.

Autor artykułu: GSZ

W tajskim boksie podoba mu się finezja

Wednesday, August 22nd, 2007

Piotr Woźnicki właśnie wyrusza na Białoruś. Będzie tam doskonalił się w mauy thai, czyli tajskim boksie. Jego trenerem i sparingparterem będzie Dimitri Szakuta, jeden z najlepszych na świecie zawodników mauy thai, który regularnie wygrywa z Tajami.

Woźnicki ma dopiero 22 lata. Urodził się w Sierpcu, ale od 18 lat mieszka w Płocku. Dziś jest zawodnikiem Centrum Sportów Walki i zajmuje się tajskim boksem. Ale w swojej karierze był już kick bokserem, bokserem, trenował sandę. – To chłopak z ogromnym potencjałem – uważa Tadeusz Kopciński, menadżer CSW. – Jest spokojny, grzeczny, religijny. Tym nie ujął. Jeśli z taką pasją i zaangażowaniem będzie przykładał się do tego sportu to za półtora roku, dwa lata może zostać mistrzem świata.

Na razie sukcesem Woźnicki jest powołanie do kadry narodowej. Na zawodowym ringu w mauy thai (kategoria do 75 kg) stoczył pięć walk. Trzy z nich przegrał. Ale, jak zaznacza, Kopciński walczył z zawodnikami bardziej od niego utytułowanymi i doświadczonymi. Samemu Woźnickiemu najbardziej utkwiła w pamięci czerwcowa walka z Chorwatem Emilem Zorajem. – To był przeciwnik znacznie silniejszy ode mnie i bardziej doświadczony – opowiada. – Musiałem się nieźle wytężyć, żeby przetrwać z nim pięć rund.

Płocczanin przegrał, ale i tak był z siebie zadowolony. Bo był pierwszym zawodnikiem od pięciu lat, który dotrwał do końca pojedynku z Zorajem.

Woźnicki mówi, że sztukami walki interesował się od dziecka. – Jak tylko mogłem oglądałem je w telewizji – mówi. W październiku 2001 r. poszedł na trening kick boxingu. Wtedy płoccy kick bokserzy byli w ścisłej czołówce. Tacy zawodnicy jak Marcin Różalski czy Jacek Piotrowski błyszczeli na ringach. Szesnastoletniemu wówczas Woźnickiemu bardzo spodobały się treningi. – Była fajna grupa ludzi, każdy się wzajemnie motywował – wspomina.

Po pół roku pojechał na swoje pierwsze mistrzostwa Polski. Zdobył srebrny medal. – Byłem bardzo z siebie zadowolony – mówi. – Chociaż nie byłem jakoś super przygotowany, to z trzech walk wygrałem dwie.

Na następnych mistrzostwach był trzeci. Po kick boxingu przyszła kolej na zawodowy boks. Swoje dwie pierwsze walki wygrał. Ale potem miał roczną przerwę. Na wojsko. Po maturze zgłosił się do niego na ochotnika. – Chciałem zostać zawodowym żołnierzem – przyznaje. – Ale po roku przestało mi się podobać. I to wcale nie dlatego, że było ciężko. Wręcz przeciwnie. Było bardzo łatwo i nudno. I to mnie zniechęciło.

Woźnicki w WKU powiedział, ze chce iść do oddziałów specjalnych. – Kapitan, który siedział za biurkiem zapytał czy chcę być płetwonurkiem. Pomyślałem dlaczego nie i tak trafiłem do jednostki saperów-płetwonurków – mówi. – Przeszedłem trzymiesięczne szkolenie w Gdyni i mam wojskowe uprawnienia zawodowego nurka.

Zejść pod wodę nie ma zbyt wiele na koncie. Ale bardzo mu się podoba pod wodą. – Jak przestanę walczyć to będę nurkował – zapewnia. – Nurkowanie bardzo mnie odpręża. Pod wodą jest cisza i spokój.

Gdy wrócił po wojsku do Płocka boksu już nie było. Zajął się więc znów kick boxingiem. Potem była przygoda z sandą. – Wystartowałem w kilku turniejach i zawsze zajmowałem pierwsze miejsca – opowiada. – Ale nikt się mną nie interesował. Nie widziałem szansy, żeby zrobić karierę w sandzie.
We wrześniu ubiegłego roku zaczął treningi mauy thai. Ćwiczy pod okiem Marcina Różlaskiego, najbardziej utytułowanego zawodnika w sportach walki w Płocku. – Marcin bardzo przykłada się do treningów i żąda tego samego od nas – mówi Woźnicki. – Wyciska z nas siódme poty.

Dotychczasowa kariera Woźnickiego w tajskim boksie to 10 walki, w tym pięć zawodowych. Dwie z nich wygrał. Ale ma nadzieję, że jak nabierze doświadczenia, będzie znacznie lepiej. Płocczaninowi w mauy thai podoba się finezja walki. – W tej dyscyplinie jest wiele różnych technik – przekonuje. – A podczas walki można uruchomić swoją wyobraźnię.

Woźnicki uważa, że w tajskim boksie ogromną role odgrywa kondycja. Trzeba być bardzo wytrzymałym, aby dotrwać do końca pojedynku. Zwłaszcza, że w jego kategorii walka jest bardzo szybka. Płocczanin przyznaje, że aby uprawiać sporty walki trzeba mieć w sobie trochę agresji. Woźnicki zarzeka się, że zostawia ją na treningach. – Na ulicy biłem się tylko raz i to w podstawówce – mówi. – Panuje powszechna opinia, że rozrabiamy na ulicach. Ale to nieprawda. Może rozrabiają tacy, którzy byli na dwóch-trzech treningach i myślą, że są mocni. To, że trenuję i walczę na ringu zupełnie mi wystarczy. Traktuję to jako sport, a nie sposób żeby kogoś pobić.

Tak jak w każdym sporcie, aby odnieść sukces w tajskim boksie trzeba dużo pracować. Trzeba też mieć sporo wewnętrznej dyscypliny i samozaparcia. – Mój dzień zaczyna się od biegania, później jest trening siłowania – mówi Woźnicki. – W okresie przygotowania do walki trzeba zapomnieć o jakiś przyjemnościach. Liczy się tylko trening.

Woźnickiemu i innym zawodnikom CSW brakuje obycia na ringu. Bo płocki klub na razie nie dorobił się tego „urządzenia”. Tadeusz Kopciński ma nadzieję, że znajdą się sponsorzy, którzy pomogą klubowi w kupieniu ringu. – Gdybym mógł normalnie trenować na ringu, wtedy łatwiej byłoby na zawodach – mówi płocczanin. – Bo przestrzeń między linami nie byłaby dla mnie niczym nowym. Czułbym tę przestrzeń.

Płocczanina już niedługo czeka poważny sprawdzian. W październiku odbędzie się w Płocku po raz drugi gala Angels of fire. Podczas niej odbędzie się turniej w boksie tajskim w kat. Do 75 kg. Mają w nim wystartować czterej najlepsi w Polsce zawodnicy oraz Holender, Francuz, Portugalczyk i Szwed. Właśnie treningi na Białorusi mają być wstępem do przygotowań do tej gali.

Piotr Woźnicki ma nadzieję na zrobienie kariery w mauy thai. Ale żyje nie tylko sportem. – Gdy nie trenuję spotykam się z dziewczyną, lubię czytać książki, jeździć na rowerze – mówi. Niedawno został strażakiem-ochotnikiem na płockich Podolszycach. Na razie jeszcze nie brał udziału w akcji.

Mauy thai
Jest ringowym sportem walki. Jest to styl rozgrywany w stójce (zawodnik leżący na deskach nie uczestniczy w walce). Formułą walki jest wyłącznie full-contact, gdzie ciosy zadaje się z pełną siłą. Cechami wyróżniającymi boks tajski na tle innych popularnych stylów jest szerokie użycie uderzeń łokciami i kolanami (w formule amatorskiej na łokcie, kolana i korpus są zakładane ochraniacze, w walkach zawodowych są one nieosłonięte). W boksie tajskim kładzie się również szczególny nacisk na używanie niskich kopnięć. Podstawą stylu jest niskie kopnięcie na udo (z angielska zwane lowkick). Boks tajski przywiązuje dużą wagę do klinczu, czyli walki w zwarciu. Jest to łatwo rozpoznawalny element boksu tajskiego. Pozycja walki jest głównie frontalna, ręce trzyma się szerzej niż w bokserskiej gardzie, dzięki czemu trudniej złapać w klincz. Dozwolone są przechwyty kopnięć, obalenia i podcięcia, natomiast zabronione rzuty, jakie się stosuje w judo. W Polsce boks tajski uprawia się od początku lat 90. XX wieku.

Autor artykułu: Grzegorz Szkopek

Ciechanowianin na Woodstocku

Monday, August 20th, 2007

Tomek Wojciechowski z Ciechanowa służył w patrolu medycznym na niedawno zakończonym Przystanku Woodstock.

Znaleźć się w patrolu medycznym nie było łatwo. – Skończyłem studia pielęgniarskie, dodatkowo w lutym 2006 r. przeszedłem szkolenie organizowane przez fundację WOŚP – mówi Tomek. Obsadę szpitala stacjonującego za dużą sceną stanowiły dwie 19-osobowe grupy. Dyżury osiem godzin dziennie, później osiem godzin snu i znowu zmiana. Głównym zadaniem Tomka i jego grupy było opatrywanie rannych, a także patrolowanie pól namiotowych w poszukiwaniu osób potrzebujących pomocy. Patrol medyczny na PW wspomagały oddziały GOPR i niemieckiego odpowiednika WOPR. – Była to impreza, przy organizacji której nie zapomniano nawet o kontrolach sanepidu – żartuje Tomek, żałując jednocześnie, że nie mógł oddać krwi w miasteczku Polskiego Czerwonego Krzyża. – Nie minęły jeszcze
dwa miesiące, od czasu kiedy ostatnio oddawałem krew – mówi “Naszemu Miastu”. Przystanek Woodstock według relacji Tomka to spokojna impreza.

– Czasem znaleźliśmy jakąś osobę, która przesadziła z alkoholem lub, co gorsza, narkotykami. Takie przypadki były jednak rzadkością – mówi woodstockowicz. Zdecydowana większość bawiła się spokojnie. – Mnie, niestety, nie było dane pobawić się ze względu na pracę – dodaje. Tomek podczas podróży do Kostrzynia nie spotkał nikogo z rodzinnego miasta. – Być może dlatego, że byłem w patrolu medycznym, więc musiałem dojechać na miejsce już we wtorek – zastanawia się. W drodze dosiadali się do niego kolejni ludzie. – Gdy dojeżdżaliśmy do Kostrzynia, połowa pociągu była zapełniona ludźmi w czerwonych koszulkach – wspomina podekscytowany.

Tomasz podzielił się z nami tajemnicą dotyczącą zapowiadanej przez Owsiaka “nowej formuły” Przystanku. – Jurek mówił na spotkaniu z nami, że to ostatni Woodstock z tak dobrymi zespołami. Ich muzycy chcą grać za darmo, ale producenci krzywo patrzą na takie występy, chcą zarabiać – mówi
Tomek. Podczas następnych festiwali więcej uwagi poświęcone zostanie warsztatom dla młodych osób, a na scenie pojawi się więcej zespołów undergroundowych.

Autor artykułu: MP

Rodzice wygrywają w batalii o szkołę w Kicinie

Monday, August 20th, 2007

Obie szkoły, o których likwidację zabiegał wójt Ojrzenia, na razie wciąż działają. Ministerstwo Edukacji Narodowej podtrzymało negatywną opinię kuratora oświaty w sprawie likwidacji szkoły podstawowej w Kicinie. Sprawę podstawówki w Luberadzu MEN odesłało do kuratorium.

Decyzja resortu edukacji narodowej dla rodziców dzieci z kicińskiej szkoły podstawowej jest uwieńczeniem ponad siedmiomiesięcznej walki z wójtem gminy Ojrzeń. – To jest najstarsza szkoła w gminie, panuje tu ciepła i domowa atmosfera. Nauczyciele znają wszystkie dzieci i podchodzą do każdego indywidualnie. Przede wszystkim nasze dzieciaki mają blisko i nie muszą dojeżdżać – przekonuje Dariusz Kisielewski, ojciec dwójki uczniów z Kicina.

Na 165 szkół podstawowych w powiecie ciechanowskim pod względem liczby dzieci 62 placówki są takie same jak w Kicinie lub nawet mniejsze. Mimo to na lutowej sesji radni gminy Ojrzeń podjęli uchwałę w sprawie zamiaru likwidacji szkół podstawowych w Kicinie i Luberadzu. W reakcji na tę uchwałę zawiązał się społeczny komitet obrony szkoły podstawowej w Kicinie. W sukurs rodzicom przyszedł mazowiecki kurator oświaty, który negatywnie zaopiniował zamiar likwidacji obu placówek.

– Likwidacja tych szkół spowodowałaby konieczność dowożenia dzieci. Niektóre mają ponad pół kilometra do przystanku, a doliczając do tego czas podróży, narażone byłyby na długi pobyt poza domem – tłumaczy Lesław Bieńkowski, zastępca dyrektora ciechanowskiej delegatury mazowieckiego
kuratorium oświaty.

Wójt Ojrzenia Zdzisław Mierzejewski nie jest zaskoczony stanowiskiem władz oświatowych w sprawie likwidacji szkoły w Kicinie. Mimo to planuje ponowne wszczęcie procedury likwidacyjnej. Szkołę w Luberadzu chciałby przekształcić w filię zespołu szkół w Młocku. – Koszty funkcjonowania tych placówek są stanowczo zbyt wysokie. Jeżeli Ministerstwo Edukacji przekaże dodatkowe środki na ich funkcjonowanie w wysokości kosztów faktycznie ponoszonych przez samorząd, to niech sobie istnieją.
W przeciwnym wypadku stanowią zbyt duże obciążenie dla budżetu gminy – mówi stanowczo Zdzisław Mierzejewski.

Innym argumentem chętnie przytaczanym przez wójta jest geografia. – Podstawówka w Kicinie położona jest w bezpośrednim sąsiedztwie szkoły w Ojrzeniu, do której większość uczniów i tak jest dowożona.
Agnieszka Kowalska, przewodnicząca społecznego komitetu obrony szkoły podstawowej w Kicinie, uważa, że wójtowi od początku chodziło tylko o zamknięcie ich szkoły. – Luberadz był tylko przykrywką i dziś widzimy, że była to zagrywka polityczna. Wójt Ojrzenia mści się na naszych dzieciach za małe poparcie, jakiego w wyborach samorządowych udzielili mu rodzice, bo w Kicinie nie
miał wyborców – uważa.

Zdaniem rodziców za ich sukces, na razie połowiczny, zapłaciła Ewa Mowińska, dyrektor podstawówki w Kicinie, którą czeka wcześniejsza emerytura. – Sposób, w jaki otrzymałam wypowiedzenie zmieniające warunki pracy i płacy, świadczy o determinacji wójta, by się mnie pozbyć. Po 23 latach pracy w szkole, w tym 16,5 roku na stanowisku dyrektora, jest mi bardzo przykro. Broniąc szkoły, rozumiejąc działania rodziców, skupiłam na sobie złość wójta – żali się Mowińska.

Wójt deklaruje, że w razie likwidacji placówki w Kicinie wszyscy inni nauczyciele znajdą zatrudnienie w innych szkołach na terenie gminy. Jednak rodzice zapowiadają, że nie dopuszczą do takiej sytuacji – będą walczyć do upadłego.

Autor artykułu: Edyta Szewczyk

Szczęśliwa trzynastka

Monday, August 20th, 2007

Sebastian Sobczak i Bartłomiej Kiernoz zdobyli Grand Prix Radomia w siatkówce plażowej. W finale rozgrywek nad zalewem w Toporni odnieśli komplet zwycięstw.

Do decydującej fazy 13. edycji Grand Prix zakwalifikowało się osiem duetów, które gromadziły punkty w turniejach eliminacyjnych rozgrywanych w każdą sobotę od początku lipca. W tym roku po raz pierwszy zawody odbywały się nie tylko w Radomiu, ale również w Jastrzębiu i Toporni.

W finale bezkonkurencyjni okazali się: Sobczak i Kiernoz. W pobitym polu zostawili wszystkie pary, a w decydującym o pierwszym miejscu pojedynku nie dali szans Sylwestrowi Jankowi i Damianowi Słomce. Trzecia lokata przypadła Kamilowi Gutkowskiemu i Danielowi Górskiemu.
- I kto mówi, że trzynastka jest pechowa? Dla nas okazała się szczęśliwa – cieszył się po zakończeniu zmagań Sobczak.

Organizatorzy już teraz zapraszają do udziału w przyszłorocznych rozgrywkach. Być może wreszcie zorganizowane zostaną również turnieje kobiet.

Autor artykułu: (GAS)

Orlen inwestuje w Możejkach

Thursday, August 16th, 2007

Płocki Orlen zakończył budowę instalacji hydroodsiarczania benzyny w litewskich Możejkach
Dzięki inwestycji uda się pięciokrotne zmniejszyć zawartość siarki w tego typu paliwach produkowanych w rafinerii. Instalacja, której wartość szacowana jest na ok. 53,7 mln dolarów umożliwi dostosowanie produktów Możejek do wymagań Unii Europejskiej.

Autor artykułu: Sebastian Śmietanowski

Pijani na ulicach

Thursday, August 16th, 2007

Zaledwie w dwa dni płoccy policjanci doprowadzili do izby wytrzeźwień albo aresztu 9 pijanych osób
Większości z doprowadzonych do izby czy aresztu nie starczyło sił, aby dotrzeć po spożyciu alkoholu do miejsca zamieszkania. – Znajdowaliśmy ich leżących na chodnikach i ulicach – informuje. – Anna Klekowicka z komendy miejskiej. – Wszyscy bez świadomości w jakim miejscu są, co się z nimi dzieje nie kontrolowali swojego zachowania a także nie byli w stanie zabezpieczyć posiadanego przy sobie mienia.

Mężczyznom grozi kara grzywny do 1,5 tys. zł za nieobyczajne zachowanie.

Autor artykułu: Sebastian Śmietanowski