Sprawdziliśmy, na jakie oferty na rynku pracy mogą liczyć byli posłowie. Pracodawcy nie mówią nie, ale są ostrożni w deklaracjach, że zatrudnią kogoś z parlamentarną przeszłością.
Za miesiąc przyspieszone wybory. Nie wszyscy z obecnych posłów i senatorów ponownie dostaną się do parlamentu. Przegrani staną przed koniecznością zmiany miejsca pracy. Zapytaliśmy kilku siedleckich
pracodawców, czy przyjęliby byłych posłów z siedleckiego.
Zaczęliśmy od poszukiwania etatu dla mieszkającego w gminie Zbuczyn Grzegorza Skwierczyńskiego. Wykształcenie posła Samoobrony – niepełne wyższe z zakresu administracji publicznej. – Czyli “prezydenckie” – powiedział żartem poseł – I jestem technikiem rolnikiem – dodał.
Zadzwoniliśmy więc do Romana Próchenki, wójta ze Zbuczyna, z pytaniem, czy w przyszłości nie widziałby Skwierczyńskiego w urzędzie gminy, na przykład na etacie instruktora do spraw rolnictwa.
– Chodzi o to, że teraz to nie wójt decyduje, kogo przyjąć do pracy w gminie. Jednak jeśli pan poseł wygra konkurs na obsadę wakującego stanowiska, to wtedy nawet będę miał obowiązek go zatrudnić
– usłyszeliśmy. To komisja konkursowa decydowałaby, czy były poseł spełnia kryteria, m.in. co do wykształcenia i dotychczasowych doświadczeń zawodowych wymaganych na danym stanowisku. Porównałaby aplikację byłego posła z CV innych kandydatów. – Powiem więcej, według obowiązujących przepisów
muszę podawać do publicznej wiadomości, kiedy, kogo i dlaczego zatrudniłem w gminie. A tak w ogóle to nie sądzę, żeby nasz poseł szukał pracy w gminie. Poradzi sobie – dodał wójt Roman Próchenka.
Skoro w urzędzie gminy tak trudno o etat, to może poseł zatrudniłby się w Ośrodku Doradztwa
Rolniczego w Siedlcach?
– Zastanowiłbym się nad taką propozycją, przeanalizował za i przeciw – odpowiedział dyrektor
Sławomir Piotrowski. Jak twierdzi, nigdy nikogo nie skreśla z góry, ale kandydat do pracy w charakterze doradcy rolników musi mieć wszechstronną wiedzę z zakresu rolnictwa. – Liczy się fachowość, to jest najważniejsze kryterium, które bierzemy pod uwagę – zaznaczył.
Telefon Roberta Ambroziewicza, siedleckiego posła z Platformy Obywatelskiej, milczał przez cały dzień. Sprawdziliśmy, jakie są szanse jego powrotu do pracy w magistracie. Kiedy został posłem, zrezygnował ze stanowiska wiceprezydenta Siedlec.
– To jest pyta nie do szefa, ale na wszystkie wakaty są ogłaszane konkursy. Musiałby zgłosić się jak każdy inny kandydat. Chyba że Platforma desygnowałaby go na polityczne stanowisko wynikające z umowy koalicyjnej, ale te są zajęte – powiedział Tomasz Marciniuk, rzecznik prasowy prezydenta Siedlec.
Skoro obaj siedleccy posłowie nie mogą liczyć od razu na pracę w administracji samorządowej, to może przyjęliby ich właściciele prężnych firm? Tu, niestety, natknęliśmy się na mur szczelnej anonimowości. – O takich sprawach nie rozmawiam przez telefon, tym bardziej pod nazwiskiem. Gdy przyjdzie, wysłucham. Dla byłego posła to musi być coś godnego, u mnie trudno o taką posadę, ale może i zatrudniłbym, nie mówię nie – odpowiedział nieźle prosperujący przedsiębiorca, zatrudniający
kilkadziesiąt osób. – To są sprawy do załatwienia między mną a przyszłym pracownikiem, a nie na publicznym forum – uciął drugi rozmówca, również biznesmen. – A kto z nich będzie szukał pracy w takiej firmie jak moja? Przecież mają w notesach wiele telefonów. Zasiadając w Sejmie, zawarli nowe znajomości.
Wszyscy przegrani w wyborach gdzieś się ulokują. Nie będą mieli z tym kłopotów – odpowiedział
zdecydowanie właściciel kolejnej firmy.
Szukaliśmy także pracy dla Mariana Piłki z Prawicy Rzeczpospolitej, posła z Garwolina. Zanim został posłem, pracował m.in. w Urzędzie Rady Ministrów i był dziennikarzem. I okazuje się, że w przypadku wyborczego niepowodzenia poseł Piłka mógłby znowu zostać dziennikarzem. Zbigniew Piątkowski, redaktor naczelny mińskiego tygodnika “Co słychać?”, od razu odpowiedział, że zatrudniłby byłego posła.
– Poglądy posła Mariana Piłki są tak wyraziste, że jego teksty byłyby mile widziane w moim piśmie – dodał Piątkowski.
Większość spośród pytanych potencjalnych pracodawców nie chciała rozważać hipotetycznych sytuacji. – Nie ma nad czym się zastanawiać – mówili. Ich zdaniem byli posłowie, nie tylko z okręgu siedleckiego, w przypadku wyborczej porażki znajdą pracę w wyższej administracji państwowej, wejdą do biznesu na stanowiska dyrektorskie lub zasiądą w radach nadzorczych spółek w biznesie. W najgorszym wypadku zostaną zatrudnieni przez politycznych przyjaciół, na etatach doradców w dużych firmach i instytucjach.
Autor artykułu: Sławomir Kindziuk
