Archive for November, 2007

Gmina Siedlce rozwija się najszybciej w powiecie

Monday, November 26th, 2007

Wsie wokół Siedlec tracą rolniczy charakter. Stają się coraz bardziej sypialnią i zapleczem usługowym 80-tysięcznego miasta. Mieszczuchy chętnie się tu budują a rodzimi mieszkańcy zakładają małe firmy.

Boom budowlany i gospodarczy wokół Siedlec rozpoczął się w połowie lat 90. We wsiach oddalonych od miasta o kilka kilometrów wybudowano od tego czasu kilkaset nowych domów mieszkalnych.
– I ten boom trwa nadal – mówi wójt gminy Mirosław Bieniek.

Każdego miesiąca do Urzędu Gminy wpływa od 20 do 30 wniosków o wydzielenie działek pod budownictwo jednorodzinne. Podmiejska gmina jako jedyna z 13 na terenie powiatu 2 lata temu uchwaliła plan zagospodarowania przestrzennego. To ułatwia szybki podział gruntów, obrót ziemią i lokowanie inwestycji, głównie mieszkaniowych.

Moda na dom pod miastem sprawiła, że ceny działek skoczyły w dobrym miejscu w Iganiach, Opolu czy Strzale pod Siedlcami nawet do 200 zł ma metr kw. Działki są drogie także dlatego, że podsiedleckie wsie mają pełną infrastrukturę techniczną.

Czytaj więcej w tygodniku logo_gazeta_naszemiasto_38.gif dodatku do mazowieckiego wydania dziennika Polska

Autor artykułu: Sławomir Kindziuk

Extazy w kieszeni

Monday, November 26th, 2007

Policjanci z Kosowa Lackiego24 listopada późnym wieczorem zatrzymali 19-letniego mieszkańca Sokołowa Podlaskiego, który posiadał przy sobie 5 torebek z amfetaminą oraz 37 tabletek extazy. Sprawca został osadzony w policyjnym areszcie.

Autor artykułu:

Pierwsze przykazanie: zaangażowanie

Friday, November 23rd, 2007

Leszek Ojrzyński to trener tzw. młodego pokolenia. Ale w karierze szkoleniowca już z nie jednego pieca jadł chleb. Był przez kibiców noszony na rękach, ale także rzucali w niego kamieniami i opluwali. Teraz podjął się arcytrudnego zadania – awansu z Wisłą do ekstraklasy.

35-letni Ojrzyński właśnie podpisał kontrakt z Wisłą. Oficjalnie został jej trenerem, chociaż już od kilku tygodni zajmuje się nafciarzami. Zdążył zobaczyć, jak prezentują się nafciarze w trzech meczach. A ci nie wypadli w nich zbyt dobrze. – To prawda, że gdy zaczynałem rozmowy z Wisłą, zespół miał bezpośredni kontakt z czołówką ligi – mówi. – Teraz sytuacja się zmieniła. Mamy osiem punktów straty do lidera. Ale nie można załamywać rąk, tylko trzeba wziąć się do pracy.

Ojrzyński nie ukrywa, że jest zawiedziony postawą niektórych piłkarzy. – Część zawodników musi przemyśleć swoją postawę – uważa. – Nie wnieśli tyle do drużyny ile od nich oczekiwano.

Nowy szkoleniowiec Wisły, mimo nie najlepszej sytuacji zespołu, jest dobrej myśli. – Nasza strata punktowa jest spora, ale to jeszcze nie tragedia – twierdzi. – Wierzę, że wiosna będziemy kroczyć od zwycięstwa do zwycięstwa. Wierzę, że zawodnicy udowodnią, iż mają charakter i pokażą go na boisku. A wtedy wy będziecie przychylniej pisać i kibice spojrzą przychylniej na drużynę, bo będą widzieć walkę.

Ojrzyński, podobnie jak poprzedni trener nafciarzy, podkreśla, że w II lidze najistotniejsze jest zaangażowanie zawodników. – Niektóre zespoły nie potrafią grać w piłkę, ale na boisku dają z siebie wszystko i to przynosi efekty – mówi. – W II lidze trzeba się rozpychać łokciami, deptać, skakać do każdej piłki. Nie można mieć momentów zawahania, tak jak my mieliśmy z Odrą. Ta walka wręcz pokazuje charakter poszczególnych zawodników i drużyny. Bo to jest druga liga, a my w niej jesteśmy i każdy sobie musi to uświadomić. Kunszt piłkarski jest ważny, ale na pierwszym planie jest zaangażowanie. Tutaj nikt nikomu nie pozwoli pograć piłką. Zawodnicy muszą więc walczyć o każdy centymetr boiska. I tak ma grać Wisła.

Nie ukrywa, że w Wiśle musi się poprawić atmosfera w szatni. – Zawodnicy muszą być jednością, razem dążyć do celu i nawzajem się wspierać – przekonuje. – W myśl powiedzenia: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Tego niestety na razie nie widać. Musimy też znaleźć lidera. Bo to ważna postać w zespole. Był nim do momentu kontuzji Rafał Lasocki. Ale teraz takiego zawodnika brakuje. I to widać na boisku.

Ojrzyński chce przede wszystkim rozmawiać z zawodnikami. Nie zawsze te pogawędki mogą być przyjemne dla piłkarzy. Bo nie wyobraża sobie ponownie sytuacji z meczu w Opolu. – Odra dostała pięć żółtych kartek za ostrą grę, a my cztery za dyskusje i rozkładanie rąk. Tak być nie może. Niektórzy zawodnicy zachowywali się jak gwiazdy. A gwiazdami nie są, bo zajmują ósme miejsce w II lidze – mówi.

Oczekuje od zawodników przede wszystkim ciężkiej pracy. – Nie wyobrażam sobie, żeby zawodnik lawirował czy oszukiwał. Albo podejmuje wyzwanie, albo odchodzi – deklaruje. – Nie wierzę, żeby wszyscy zawodnicy się migali. To mogą być tylko jednostki. Każdy dostanie szansę. Jeśli z niej nie skorzysta, będą podjęte zdecydowane ruchy. To ma być też sygnał w szatni, że to nie są przelewki, że oczekiwania są duże i trzeba dać z siebie wszystko.

Ojrzyński nie obawia się, że jego autorytet ucierpi, bo niektórzy piłkarze będą niemal jego rówieśnikami. – Do Znicza ściągnąłem zawodnika dwa lata starszego ode mnie i dałem sobie radę – mówi. Uważa, że jest trenerem elastycznym. Chociaż przylgnęła do niego „łata” szkoleniowca z twardą ręką. – Może dlatego, że żyję podczas meczu na ławce – mówi. – A, że mam donośny głos, to wszędzie mnie słychać. Czasami jestem impulsywny. Uważam, że czasami można być dla zawodników kumplem, ale trzeba też krzyknąć.

Trener Wisły nie ukrywa, że w zespole potrzebni są nowi zawodnicy. Ma nawet sporządzona listę graczy, których by chciał pozyskać. Uważa, że wystarczyłoby czterech zawodników. Jednak pod warunkiem, że będą to piłkarze wartościowi, którzy od razu mogą wejść do drużyny. Ale sprowadzenie takich zawodników wcale nie będzie łatwe. – Zrobiłem listę środkowych obrońców. Jednak z niej już czterech wypadło. Bo nie jesteśmy tak bardzo atrakcyjni dla zawodników – mówi.

Oprócz tego Ojrzyńskiego może spotkać jeszcze jedna niespodzianka. Jeśli nawet gracz z jego listy będzie chciał występować w Wiśle, może okazać się za drogi dla klubu. Jeśli tak odpadnie dwóch-trzech graczy, czy nadal będzie mówił o awansie? – Przede wszystkim nie sądzę, żeby to się tak negatywnie potoczyło – mówi. – Jeśli nawet nie będzie pieniędzy na dobre wzmocnienia, to i tak jestem dobrej myśli. Przecież nie przychodziłem do Wisły patrząc czy ten albo tamten zawodnik wzmocni drużynę. Patrzyłem na potencjał tej drużyny. A on jest duży. Na pewno zawodnikom trzeba pomóc. Bo niektórzy zboczyli z kursu, a przecież potrafią grać w piłkę. Są dobrzy, tylko muszą się odnaleźć w realiach drugoligowych.

Świeżo upieczony szkoleniowiec nafciarzy może mieć jeszcze jeden orzech do zgryzienia. To odejście z zespołu Sławomira Peszki. Dzisiaj to najskuteczniejszy gracz Wisły i całej II ligi. Bez wątpienia najlepszy zawodnik w płockiej ekipie. – Mając go w zespole na pewno byłoby łatwiej walczyć o awans – mówi Ojrzyński. – Jeśli go zabraknie trzeba będzie wykreować nowego Peszkę. A myślę, że mam do tego szczęśliwą rękę. Z zawodników tylko z III ligi, z którymi pracowałam, ponad 15 gra w ekstraklasie, a nawet w kadrze. To np. Gołoś, Wawrzyniak, Bonin.

Szczęście na pewno wiosną przyda się Ojrzyńskiemu. Jeśli nawet Wisła będzie spisywała się dobrze i wygrywała, to musi jeszcze liczyć na potknięcia najgroźniejszych rywali do awansu. – Musimy przede wszystkim patrzeć na siebie – uważa Ojrzyński. – Trzeba wygrać dwa-trzy mecze i sytuacja może się diametralnie zmienić. W swojej karierze już musiałem odrabiać straty. Tak było w Zniczu. Gdy go obejmowałem miał dwa punkty straty do lidera. A rozgrywki skończyliśmy z przewaga 13 punktów. Co prawda to była III liga, ale u przeciwników byli zawodnicy z pierwszo i drugoligowym stażem. My mieliśmy za to najmłodszy zespół w rozgrywkach. Wierzę, że z Wisła odrobimy wszystkie straty.
Ojrzyński od 10 lat jest trenerem. Skończył warszawski AWF, teraz jest na kursie w szkole PZPN na trenera z licencja UEFA A. Zaraz po nim wybiera się na następny, żeby zdobyć licencje UEFA Pro i prowadzić zespoły z ekstraklasy. Do piłki nożnej trafił w szkole podstawowej w rodzinnym Sońsku k. Ciechanowa. W piątej klasie był już w reprezentacji szkoły, która zdobyła mistrzostwo ówczesnego województwa ciechanowskiego. Później trafił do Tęczy w Płońsku. W szkole średniej miał propozycje przejścia do Petrochemii Płock i Ruchu Chorzów. – Ale nie skorzystałem z nich – opowiada. – Wtedy, żeby zostać trenerem trzeba było skończyć AWF. A ja bardzo chciałem być szkoleniowcem, bo kariera piłkarza jest krótka. Wybrałem więc studia.

W stolicy grał w zespole AZS-u, z którym awansował do III ligi. Na drugim roku studiów skończyła się jego piłkarska kariera. Doznał bowiem poważnej kontuzji. Przez rok miał nawet problemy z chodzeniem. Pod koniec studiów zaczął trenować trampkarzy w Legii. Później został drugim trenerem w trzecioligowej Legionovii. Stamtąd przeniósł się do drugoligowych Błękitnych Stargard Szczeciński. Zbyt długo tam nie pracował. – To był najgorszy moment w mojej karierze – wspomina. – Byłem 500 kilometrów od rodziny, a zespół już po trzech meczach powinien się wycofać. Na wszystko brakowało pieniędzy. Zawodnicy chudli w oczach i mdleli na boisku. Zresztą Błękitni nie dotrwali nawet do końca pierwszej rundy.

Ze Stargardu trafił do Radomiaka, z którym w barażach wywalczył II ligę. Później został trenerem Polonii II Warszawa. – Pamiętam, że swój pożegnalny mecz, jako szkoleniowiec Polonii grałem w Płocku z rezerwami Wisły – opowiada. – Wygraliśmy 1:0 i Wisła spadła.
Z Warszawy przeniósł się do Łomży, gdzie z ŁKS-em awansował do II ligi. Potem był Znicz Pruszków i kolejny awans do II ligi.

Jeszcze jako piłkarz na boisku Ojrzyński był bramkarzem. Chociaż będąc w AZS ma też na koncie występy w ataku. – Byłem wszechstronnym zawodnikiem – mówi. – Zresztą zajmowałem się nie tylko futbolem. Grałem w siatkówkę, tenisa ziemnego, badmintona. Połknąłem bakcyla sportu, chociaż w mojej rodzinie nikt się nim nie zajmował.

Sport połączył Ojrzyńskiego z jego żoną Urszulą. Poznali się bowiem na studiach. – Moja żona grała w piłkę ręczną w ówczesnej pierwszoligowej Skrze – opowiada. Sześć lat temu państwo Ojrzyńscy zbudowali dom pod Warszawą. – Zostanie w nim żona i nasze dzieci: sześcioletnia Oliwia i czteroletni Jakub – mówi Ojrzyński. – Zanosi się teraz na dłuższe rozstanie. Na pewno żonie będzie ciężko, bo pracuje w Warszawie, a jeszcze są małe dzieci. Ale muszą sobie dać radę. Czasami ma do mnie pretensje, ale jakoś udaje się załagodzić sytuację.

Autor artykułu: Grzegorz Szkopek

Groził, że zabije

Friday, November 23rd, 2007

34-letni mieszkaniec Grodziska Paweł W. groził swojej byłej żonie, że ją zabije. 22 listopada został zatrzymany przez policję. Kobieta zgłosiła, że boi się byłego małżonka, z którym dzieli mieszkanie. Mężczyzna po dłuższej nieobecności w domu wrócił i jak powiedziała jego małżonka znów zaczął obiecywać, że ją zabije. Wcześniej dochodziło między nimi do awantur. Kobieta mówi, że groźby słyszy od kilku lat. Po ostatnich postanowiła zgłosić się na policję o pomoc. Patrol z grodziskiej komendy policji zatrzymał Pawła W. Mężczyzna miał 1,5 promila alkoholu we krwi. O jego losie zadecyduje teraz sąd. –Osoba, która grozi innej popełnieniem przestępstwa może zostać skazana nawet na 2 lata więzienia. Wypowiadanie gróźb, straszenie jest karalne i jest przestępstwem – informuje oficer prasowy Katarzyna Zych z grodziskiej komendy policji.

Autor artykułu:

Sztuka przeciwko narkomanii

Friday, November 23rd, 2007

Młodzież z Płocka i powiatu zagra w sztuce wyreżyserowanej przez… policjantów. W ten sposób jedni i drudzy chcą rozpocząć poważną dyskusję na temat narkomanii

Spektakl „Dzwonek”, który pod okiem policjantów wystawią płoccy uczniowie pokazuje przeciętną, niepatologiczną rodzinę, w której rodzice uwikłani w swoje problemy nie mogą się porozumieć. W domu przepełnionym konfliktem dorasta syn – uczeń gimnazjum, który mimo swoich starań nie radzi sobie z nauką i nie otrzymuje oczekiwanej pomocy ze strony rodziców. Taką pomoc deklarują dilerzy narkotyków jako sposób na łatwą naukę. Spektakl kończy się nadzieją i kolejną szansą na odbudowywanie dobrych relacji w rodzinie.

„Blackout” z kolei to historia dwóch braci, którzy schodzą na drogę prowadzącą do uzależnienia się od narkotyków oraz rozpaczliwą i bezradną chęć szukania pomocy. Spektakl kończy się śmiercią starszego brata i pozostawieniem pytań wobec tych, którzy nie zdołali mu pomóc.
Oba spektakle mają zmusić do myślenia i dyskusji. – Specjalnie angażujemy do tego przedsięwzięcia młodych ludzi, amatorów – przyznaje Mariusz Gierula z komendy miejskiej policji. – Przecież najłatwiej jest się porozumieć właśnie rówieśnikom.

Kampanię wymyślił i realizuje inspektor Grzegorz Jach z Komendy Głównej Policji. Jak mówią o nim koledzy, reżyser i człowiek wielkich ideałów. – Poprzez teatr chcę trafić do młodych ludzi i rozmawiać z nimi o narkomanii – mówi o motywach swojego działania. – Rozmawiać w sensie dosłownym, bo po spektaklach prowadzimy z młodzieżą dyskusje o problemach, jakie mogą prowadzić do uzależnień, skutkach sięgania po używki i sposobach na uniknięcie tego, co może na początku wydaje się fascynujące, ale nieuchronnie musi doprowadzić do tragedii.

Płock nie jest pierwszym miastem, w którym Grzegorz Jach realizuje swoje przedsięwzięcie. Niedawno podobny projekt zrealizował w Świnoujściu. Do Małachowianki, gdzie przed kilkoma dniami odbył się pierwszy casting do obu sztuk, przyszło ponad 30 nastolatków, z niemal wszystkich płockich szkół. Wielu z nich miało już zetknęło się z narkotykami, część zwyczajnie interesuje się teatrem. – Chciałby wystąpić w którejś ze sztuk, bo mam nadzieję, że w ten sposób pomogę innym, będę miał swój udział w zwalczaniu plagi narkomani – mówi Kamil Pietrzak z „Ekonomika”.

Jak zapowiada Jach na grudniowe, pierwsze próby zaprosił całą 30-kę. Niewykluczone, że wszyscy chętni dostaną jakieś role od odegrania. Premierę policjanci zaplanowali na początek przyszłego roku. – Chcielibyśmy, by spektakle obejrzeli, a później wzięli udział w dyskusji wszyscy gimnazjaliści z naszego terenu – mówi Mariusz Gierula. – Czekamy więc na oddanie do użytku teatru, bo to najlepsze miejsce, w którym udział może wziąć największa liczba młodzieży.

Autor artykułu: Sebastian Śmietanowski

Dziś w tygodniku “Nasze Miasto”

Thursday, November 22nd, 2007

Siedlce nieprzyjazne matkom z małymi dziećmi
Masz małe dziecko? Jeśli chcesz pójść z nim na zakupy, załatwić jakieś sprawy w urzędzie, czy zamówić taksówkę z fotelikiem, to będziesz miał spory kłopot. Bo małe dziecko wszędzie tam jest niemile widzaine. Tak naprawdę wystarczą niewielkie inwestycje, by i dziecko i matka chętnie tam wracały.

Chcą ugościć piłkarzy
Sulejówek chce stać się centrum pobytowym dla zawodników podczas mistrzostw Euro 2012. Czy ma na to szanse? Według burmistrza Waldemara Chachulskiego – tak. Jest tylko jeden problem. Do zrealizowania idei potrzeba 250 tys. zł, których nie ma w kasie miasta. Burmistrz ma nadzieję przynajmniej część tej kwoty uzyskać z funduszy unijnych.

Bezpańskie psy na celowniku
Porzucone zwierzęta często są agresywne. Błąkają się po ulicach i stwarzają zagrożenie. Tylko nieliczne z nich maja szanse na znalezienie nowych, kochających właścicieli. Jeszcze mniej z nich trafi do schronisk. Wszystko dlatego, że odłowienie i osadzenie w schronisku to koszt nawet 800 zł, a gminy mają coraz mniej pieniędzy.

Autor artykułu:

Dziś w tygodniku “Nasze Miasto”

Thursday, November 22nd, 2007

Sepsa zbiera śmiertelne żniwo
Zmarł lekarz zaatakowany przez sepsę. To już druga w tym roku śmiertelna ofiara posocznicy. Pierwszą było roczne dziecko. Sepsa dotknęła w tym roku 15 osób

Promocja na motorze
Entuzjaści motorów z Pionek nie jeżdżą już tylko po okolicznych lasach i bezdrożach, bo własnym sumptem zbudowali tor crossowy. Teraz promują miasto i pobliską Puszczę Kozienicką

Ocalony od zapomnienia
Najcenniejszy zabytek w powiecie przysuskim przeszedł kosztowny remont. W ocaleniu drewnianego kościółka z XVIII w. przed niszczącą działalnością wilgoci i porostów pomogły pieniądze z kasy samorządowej i sponsorzy

Klub dla najsłodszych
W Lipsku powstało pierwsze koło diabetyków. Skupia cukrzyków z terenu całego powiatu, którzy mogą teraz skuteczniej walczyć o swoje zdrowie

Co z tymi luksami?
Rzecz nie dotyczy tym razem byłego trenera Jadaru Sport Radom Dariusza Luksa. Chodzi o zbyt małą liczbę żarówek w hali przy ulicy Narutowicza. Ta ułomność obiektu może uniemożliwić transmisje telewizyjne z Radomia

Autor artykułu:

Strażnicy z Żyrardowa bliżej młodzieży

Thursday, November 22nd, 2007

Strażnicy miejscy z Żyrardowa coraz częściej goszczą w szkołach. Uczniom podstawówek i młodzieży gimnazjalnej wyjaśniają, na co mogą liczyć z ich strony i w jakich sprawach mogą zgłaszać się do Straży Miejskiej. Prowadzący spotkania starszy strażnik Paweł Leszkiewicz przedstawia prezentacje multimedialne i tłumaczy zasady bezpieczeństwa podczas pobytu w szkole oraz na ulicach miasta. Radzi, jak się zachować, gdy w sąsiedztwie dzieje się coś złego, jak wystrzegać się agresywnych zachowań. – Chcemy nawiązać kontakt z młodzieżą, zależy nam, by młodzi ludzie nas później rozpoznawali. By mieli do nas zaufanie i wiedzieli, w jakich przypadkach mogą liczyć na naszą interwencję – mówi Zdzisław Skoczylas, naczelnik wydziału prewencji straży miejskiej w Żyrardowie.

Tylko w tym roku szkolnym strażnicy miejscy przeprowadzili w żyrardowskich szkołach blisko 100 godz. zajęć.

Autor artykułu: AK

Miasto odbierze liście

Tuesday, November 20th, 2007

Od jutra do piątku mieszkańcy Żyrardowa mogą bezpłatnie pozbyć się liści ze swoich posesji. Jak informuje Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej, warunkiem jest wystawienie worków z liśćmi przed posesję w dniach, kiedy będą one odbierane z poszczególnych ulic. 21.119 w środę) liście będą odbierane z Osady Młyńska Osiedla: Kanałowa, Rolna, Wojska Polskiego, Mazowiecka, Mariampol. 22 listopada (czwartek) z północno –wschodniej części miasta z Osiedla: Teklin, Wschód, Kościuszki, Piękna, Podblich. Wreszcie 23 listopada ( w piątek) z północno– zachodniej część miasta z Osiedla: Żeromskiego, Sikorskiego, Batorego, Piotrowina.

Autor artykułu: AW

W pucharze z Vive

Tuesday, November 20th, 2007

W 1/8 rozgrywek o Puchar Polski szczypiorniści Wisły Płock zmierzą się z drugim zespołem Vive Kielce. Mecz odbędzie się 12 grudnia w Kielcach. Zaledwie trzy dni wcześniej także w Kielcach płocczanie rozegrają ligowy mecz z pierwszą ekipą Vive. Przypomnijmy, że nafciarze bronią Pucharu Polski, który w dramatycznych okolicznościach wywalczyli w… Kielcach.

Autor artykułu: GSZ