Głogowska może zakończyć karierę


Najbliższe tygodnie mogą okazać się najważniejsze dla kariery Eweliny Głogowskiej, 22-letniej zapaśniczki Platana Borkowice. Zawodniczka dostała powołanie do reprezentacji Polski, ale wciąż prześladuje ją kontuzja kolana. Lekarze specjaliści mają zadecydować, czy Głogowska może w ogóle uprawiać sport.

Ewelina Głogowska nie chce nawet myśleć co może się stać, kiedy okaże się, że kontuzja jest zbyt groźna, żeby do końca ją wyleczyć.
- W końcu medycyna poszła tak daleko, że rekonstruuje się całe kolana, stawy, więc może jednak i mnie się uda – pociesza się zapaśniczka. Jak mówi, nadzieję trzeba mieć zawsze, ale liczy się z tym, że będzie zmuszona przestać wyczynowo uprawiać ulubiony sport. Łamiącym się głosem przekonuje, że zdrowie jest jednak najważniejsze.

A całe nieszczęście zaczęło się przeszło czterema laty. Nadzieja polskich zapasów kobiecych reprezentująca barwy Platana Borkowice dostała powołanie na zgrupowanie reprezentacji Polski seniorek do Zakopanego. Pełna zapału, rzetelnie wypełniała wszystkie polecenia treningowe, a w walkach sparingowych z koleżankami z kadry dawała z siebie wszystko. Tak samo było w starciu z utytułowaną już wówczas Małgorzatą Bassą.
- Ambicje okazały się chyba większe od sił i pewnym momencie kolano nie wytrzymało obciążenia – wspomina Głogowska. Opowiada, że ból był tak straszny, że początkowo myślała, że noga jest złamana.
- Teraz wiem, że byłoby to lepsze niż moja kontuzja, czyli chroniczne wypadanie rzepki w kolanie – uśmiecha się przez łzy zawodniczka Platana.

W każdym razie przeszła wówczas operację, długi okres rehabilitacji i wróciła na matę. Niestety, nie na długo. Tym razem kontuzja się odnowiła podczas sparingu z klubową koleżanką Katarzyną Jaworską. I znów była operacja, leczenie, rehabilitacja i ponowny powrót do treningów i startu w zawodach.
- Odczuwałam co prawda ból, ale dało się z tym żyć. Zaciskałam zęby i stawałam do pojedynków – przypomina Ewelina Głogowska.
W ubiegłym roku zadziwiła prawie wszystkich, nawet siebie. Na mistrzostwach Polski seniorek już eliminacjach trafiła na obrończynię tytułu Paulinę Czerską z Gwardii Warszawa. Pokonała ją przede wszystkim mądrością taktyczną. Potem zmiatała z maty kolejne przeciwniczki docierając w wielkim stylu do finału. Do walki o złoty medal jednak nie doszło, bo czując, że kolano znów daje znać o sobie, pozwoliła sobie na grymas bólu. Widząc to lekarz zawodów zaczął dopytywać o dolegliwość i nie dopuścił jej do pojedynku. Głogowska musiała zadowolić się „srebrem”, co i tak zostało uznane za supersensację mistrzostw.
- Ja wierzyłem w Ewelinę, bo widziałem jaką pracę włożyła w przygotowania. Zresztą takiego talentu nie spotkałem dawno, szkoda, że na przeszkodzie w rozwoju kariery ciągle stają jej kontuzje – ubolewa Józef Maciejczak, trener Platana Borkowice. To właśnie pod okiem tego szkoleniowca Głogowska zrobiła ogromne postępy i przebojem wskoczyła do grona największych nadziei polskich zapasów kobiecych. Zresztą na ten sport była skazana od samego początku.

Pochodzi z Ninkowa, maleńkiej miejscowości w powiecie przysuskim. Tam w szkole podstawowej, sprawną, zawsze chętną do ćwiczeń i ambitną dziewczynę wypatrzył Paweł Plaskota, trener zapasów z pobliskiego Goliata Rzuców.
- Właściwie to do zapasów namówił mnie brat Karol, który już je trenował. Poszłyśmy z koleżanką na pierwsze zajęcia, na drugie przyszłam już tylko ja – przypomina reprezentantka Polski. Zapytana, dlaczego wybrała zapasy, odpowiada: – Chyba byłam na nie skazana, bo innego sportu u nas nie było. Chociaż lubiłam i piłkę nożną, ale w futbolu nie było gimnastyki, a za tą przepadałam.
Z rozrzewnieniem wspomina pierwsze w życiu zawody w Rzucowie. Wstydziła się wtedy założyć zapaśniczy trykot, o wyjściu w nim na matę nie wspominając.
- Ale jak zajęłam drugie miejsce, dostałam zapaśniczki (buty do uprawiania zapasów – przyp. gas), własny trykot i dyplom, to dostałam takiego Powera, że szkoleniowcy musieli mnie temperować – opowiada Głogowska.

Kiedy przeszła do szkoły średniej w Borkowicach, zaczęła trenować już bardzo poważnie. I na sukcesy nie trzeba było długo czekać. W kapitalnym stylu wygrała zawody Pucharu Polski kadetek w Przysusze i dostała powołanie na mistrzostwa Europy, które odbywały się w Bułgarii.
- Wtedy po raz pierwszy dał o sobie znać pech Eweliny. Przyplątała się jakaś kontuzja łokcia i przygotowania do imprezy były bardzo ograniczone – wtrąca Józef Maciejczak.

Głogowska pokazała jednak charakter, wystartowała w zawodach i uplasowała się na piątym miejscu. Jej trener twierdzi, że gdyby nie uraz pobiłaby wówczas wszystkie rywalki.

Potem przyszły jednak kolejne sukcesy. W mistrzostwach Polski młodziczek, kadetek, juniorek stawała regularnie. Jak mówi, sama nie pomięta już ile razy. Wielokrotnie reprezentowała też nasz kraj na arenie międzynarodowej.
- Ta cała zapaśnicza karuzela stała się dla mnie jak nałóg – nie ukrywa Głogowska. Nie żałuje niczego, bo jak mówi zobaczyła kawałek świata, zwiedziła wiele krajów, poznała ciekawych ludzi. Zdaje sobie sprawę, że bez uprawiania sportu nie miałaby na to wszystko szans.

Mimo kłopotów ze zdrowiem, ma ambicje, żeby startować dalej. Na diagnozę lekarzy Polskiego Związku Zapaśniczego czeka z niecierpliwością, ale i nadzieją. Ale nawet jeśli kontuzja okaże się silniejsza, już wie, że nie zerwie z zapasami.
- Mam już uprawnienia instruktora, a obecnie jestem na trzecim roku Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie – mówi z dumą. Już pomaga trenerom w zapaśniczych zajęciach, a w przyszłości chciałaby szkolić młodzież.

Sama przyznaje, że na nic poza zapasami i uczelnią nie ma czasu.
- Sport pochłania mnie bez reszty i tak już zostanie – twierdzi. Nawet ostatnio, kiedy na kilka dni wyrwała się w góry nie potrafiła chwili usiedzieć w miejscu. Choć wiedziała, że to dla jej kolana ryzykowne przypinała do stóp na zmianę narty lub deskę snawbordową i szalała na stoku.
- Taka już jestem, kocham sport i nic tego nie zmieni – podkreśla Głogowska. – Ale zdrowie jest najważniejsze – dodaje po chwili.

Autor artykułu: Grzegorz Stępień

Comments are closed.