Archive for February, 2008

Nowi wiceprezesi

Friday, February 29th, 2008

W piątek Rada Nadzorcza Wisły Płock powołała dwóch wiceprezesów klubu. Wiceprezesem od spraw sportowych został Grzegorz Kępiński, a od spraw finansowych Krzysztof Jagucki. Jednocześnie z zarządu został odwołany Szczepan Targowski.

O tym, że w zarządzie Wisły dojdzie do roszad było wiadome od momentu, kiedy klub przejęło miasto. Pierwszą było powołanie na stanowisko prezesa Krzysztofa Ganca. Dość długo sprawą otwartą była obsada funkcji wiceprezesów. W myśl porozumienia miasta z Orlenem w zarządzie miało być dwóch przedstawicieli ratusza i jeden koncernu. Przez blisko dwa miesiące jedynym wiceprezesem był Szczepan Targowski. Nie wiadomo czyim był reprezentantem, bo żadna ze stron nie chciała się do niego przyznać. W końcu sytuacja się wyjaśniła. Teraz drugim przedstawicielem miasta będzie w zarządzie Grzegorz Kępiński, a koncernu Krzysztof Jagucki.

52-letni Kępiński zajmie się sprawami sportowymi. Od lat związany jest z futbolem. Pełnił obowiązki prezesa Stoczniowca Płock, był zarządcą komisarycznym Okręgowego Związku Piłki Nożnej, organizował Miejską Ligę Biznesu. Od ponad 20 lat prowadzi własną firmę. Żona Hanna, troje dzieci: Adrianna, Bartłomiej i Anna.

Krzysztof Jagucki ma 41 lat. Będzie zajmował się finansami Wisły. Nie są one dla niego tajemnica bo od września ubiegłego roku pracuje w klubie jako dyrektor ds. finansowych. Jagucki jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej i podyplomowych studiów dla dyrektorów finansowych. Żona Iwona, dwóch synów: Filip i Maciej.

Autor artykułu: GSZ

Radiowozy dla policji

Friday, February 29th, 2008

Trzy samochody marki Kia z dodatkowym wyposażeniem otrzymała 29 lutego Komenda Miejska Policji w Siedlcach. Każdy z nich kosztował ok. 65 ty zł.

Auta, w srebrnej szacie kolorystycznej odpowiadającej wymogom Unii Europejskiej, będą służyć do patrolowania miasta i powiatu. W kosztach ich zakupu po równo partycypowały policja, samorząd wojewódzki oraz samorząd miejski (dwa) i gminny (jeden). W uroczystości ich przekazania uczestniczyli komendant wojewódzki policji Igor Parfieniuk, prezydent miasta Wojciech Kudelski i radni. Podobne dwa radiowozy otrzyma policja w Garwolinie, a po jednym w Sokołowie Podlaskim, Węgrowie i Łosicach.

Autor artykułu: KIN

Kradzież na kolei, opóźnione pociągi

Friday, February 29th, 2008

Ok. 300 metrów trakcji elektrycznej padło łupem złodziei w Strzyżynie, na trasie kolejowej Radom – Warszawa. Podróżujący pociągami na tej trasie muszą liczyć się z utrudnieniami w ruchu i opóźnieniami pociągów.

Nieznani na razie sprawcy ukradli w nocy ok. 300 metrów przewodów trakcyjnych. Kolejarze naprawiają usterkę. Prace powinni zakończyć ok. godz. 16.

Na razie pociągi pospieszne omijają pechowy odcinek i jeżdżą przez Dęblin. Pasażerowie pociągów osobowych w Strzyżynie muszą przesiąść się do autobusu, który zawiezie ich do Dobieszyna, gdzie będzie czekał na nich już kolejny podstawiony pociąg.

Autor artykułu: Katarzyna Ludwińska

W powiecie płockim mieszkańcy świętowali półpoście

Thursday, February 28th, 2008

Obyczaj ludowy nakazuje w połowie Wielkiego Postu wybijanie półpościa. Na wsiach zbierają się psotnicy i przestawiają bramy, wyciągają maszyny i narzędzia, malują okna. Tyle że czynią przy tym nieraz poważne szkody i „ofiary” półpościa coraz częściej wzywają na pomoc policję. W podpłockich gminach Bielsk i Brudzeń Duży policjanci mieli ręce pełne roboty przez całą noc.

- U nas zaczęło się już noc wcześniej – opowiada kierownik posterunku w Bielsku asp. Grzegorz Twardowski. – W Kucharach „zbytnicy” w jednym z gospodarstw zdjęli i pochowali bramę i furtkę z ogrodzenia, poukrywali gdzieś narzędzia rolnicze, ale też, co jest już przestępstwem, zniszczyli elewację i okna domu, polewając je jakąś trudną do usunięcia substancją.

Ostatniej nocy dzwonili mieszkańcy z Giżyna i Smolina. Tam grupy młodzieży zamieniały bramy między sąsiedzkimi obejściami, wynosili narzędzia. Ludzie przymknęliby oko na te psoty, ale bali się, że półpostna gromada może wyrządzić jakieś poważne straty.
– Przewidywałem kłopoty i specjalnie na tę noc wystawiłem nocne służby. Jak zaczęło się o godz. 18.00, to dopiero ok. 5 rano mieliśmy trochę spokoju. – mówił rano kierownik posterunku w Brudzeniu Dużym asp. Stanisław Kowalski.

Były wezwania od ludzi mieszkających w Sikorzu, Siecieniu, Żernikach, dzwonili mieszkańcy samego Brudzenia. Informowali, gdzie zbierają się grupy młodzieży, policyjny radiowóz bezustannie krążył między osiedlami. Jednego gagatka udało się przyłapać, jak zdejmował furtkę z ogrodzenia; z kwaśną miną pod okiem policjanta musiał od raz naprawić szkodę.

Zabawa jest zabawą, dopóki komuś nie przeszkadza i nie powoduje strat. Zamiany bram, chowanie sprzętów gospodarskich stają się wtedy wybrykami chuligańskimi, które „podpadają” pod Kodeks Wykroczeń. Ale zamalowywanie okien niezmywalną farbą, trwałe niszczenie elewacji to już uszkodzenie mienia zagrożone karą z Kodeksu Karnego.
- Mówiłem o tym na wszystkich spotkaniach z młodzieżą, przestrzegałem – opowiada asp. Kowalski. – Przypominałem nawet, że według tradycji okna maluje się w domach panien, w dodatku jakąś łatwo zmywalną, kredową farbą. Ale niestety, mamy po ostatniej nocy przypadki, że zamazano szyby w oknach farbą olejną i to w domach starych ludzi.

Jeżeli wartość wyrządzonej szkody przekracza 250 zł, to jej sprawca staje się przestępcą.

Autor artykułu: a

Ostatni pobór do wojska

Thursday, February 28th, 2008

Od początku lutego do końca kwietnia trwa pobór do zasadniczej służby wojskowej. To ostatni taki pobór, bo wedle planów ministerstwa obrony do 2013 roku polska armia ma być całkowicie uzawodowiona.

Zainteresowanie profesjonalną służbą w wojsku jest wśród młodych ludzi całkiem spore. Ci, którzy obecnie stają przez Wojskowymi Komisjami Uzupełnień, nie kryją zadowolenia z takiego rozwiązania. – Po odbyciu zasadniczej służby wojskowej chciałbym robić karierę w armii, a konkretnie szkolić się, by wyjechać na misje pokojowe – przyznaje Artur, rocznik 1989, który znalazł się w gronie 620 osób, wezwanych na początku lutego przed komisję lekarską w Węgrowie. Siedlecka jednostka wojskowa stwarza mu takie możliwości. Do I Batalionu Rozpoznawczego zgłosiło się już 70 kandydatów na żołnierzy zawodowych. Część z nich zostanie na miejscu, inne przejdą do innych jednostek na terenie Mazowsza bądź kraju. Wszystko zależy od tego, jaką drogą kariery wojskowej chcą kroczyć w przyszłości. – Zainteresowanie pracą w naszej jednostce jest całkiem spore – mówi porucznik Jacek Soćko, rzecznik prasowy jednostki, po czym dodaje: – Największą popularnością cieszą się u nas zawody: kierowca, zwiadowca i operator radiostacji i takich fachowców potrzebujemy.

Porucznik Soćko nie widzi większych problemów, związanych z przeorganizowaniem armii w kierunku jej uzawodowienia. – Nie dezorganizuje to naszej pracy, ale na pewno będzie się wiązało z dużo większymi nakładami finansowymi. Utrzymanie żołnierza zawodowego kosztuje znacznie więcej niż szeregowca. W Siedlcach na przykład będziemy musieli wygospodarować dodatkowe mieszkania dla nowych pracowników – zauważa. Tę stronę medalu wyraźnie uwypukla Czesław Mroczek, poseł PO, członek sejmowej komisji obrony. – Uzawodowienie armii na pewno tak, tylko za jaką cenę? – pyta poseł i zaznacza, że z budżetu państwa rocznie na wojsko przeznacza się zaledwie 2 procent dochodu. Mroczek podkreśla, że w obecnych czasach, kiedy na misjach pokojowych jest 3 tysiące polskich żołnierzy, profesjonalizacja armii jest niezbędna, ale nie może to się odbyć kosztem modernizacji armii. – Czeka nas spłata F 16, armia potrzebuje nowych helikopterów, marynarka wojenna też upomina się o sprzęt – wylicza i przypomina, że wszystko zależy od pieniędzy.

Autor artykułu: MM

Głogowska może zakończyć karierę

Thursday, February 28th, 2008

Najbliższe tygodnie mogą okazać się najważniejsze dla kariery Eweliny Głogowskiej, 22-letniej zapaśniczki Platana Borkowice. Zawodniczka dostała powołanie do reprezentacji Polski, ale wciąż prześladuje ją kontuzja kolana. Lekarze specjaliści mają zadecydować, czy Głogowska może w ogóle uprawiać sport.

Ewelina Głogowska nie chce nawet myśleć co może się stać, kiedy okaże się, że kontuzja jest zbyt groźna, żeby do końca ją wyleczyć.
- W końcu medycyna poszła tak daleko, że rekonstruuje się całe kolana, stawy, więc może jednak i mnie się uda – pociesza się zapaśniczka. Jak mówi, nadzieję trzeba mieć zawsze, ale liczy się z tym, że będzie zmuszona przestać wyczynowo uprawiać ulubiony sport. Łamiącym się głosem przekonuje, że zdrowie jest jednak najważniejsze.

A całe nieszczęście zaczęło się przeszło czterema laty. Nadzieja polskich zapasów kobiecych reprezentująca barwy Platana Borkowice dostała powołanie na zgrupowanie reprezentacji Polski seniorek do Zakopanego. Pełna zapału, rzetelnie wypełniała wszystkie polecenia treningowe, a w walkach sparingowych z koleżankami z kadry dawała z siebie wszystko. Tak samo było w starciu z utytułowaną już wówczas Małgorzatą Bassą.
- Ambicje okazały się chyba większe od sił i pewnym momencie kolano nie wytrzymało obciążenia – wspomina Głogowska. Opowiada, że ból był tak straszny, że początkowo myślała, że noga jest złamana.
- Teraz wiem, że byłoby to lepsze niż moja kontuzja, czyli chroniczne wypadanie rzepki w kolanie – uśmiecha się przez łzy zawodniczka Platana.

W każdym razie przeszła wówczas operację, długi okres rehabilitacji i wróciła na matę. Niestety, nie na długo. Tym razem kontuzja się odnowiła podczas sparingu z klubową koleżanką Katarzyną Jaworską. I znów była operacja, leczenie, rehabilitacja i ponowny powrót do treningów i startu w zawodach.
- Odczuwałam co prawda ból, ale dało się z tym żyć. Zaciskałam zęby i stawałam do pojedynków – przypomina Ewelina Głogowska.
W ubiegłym roku zadziwiła prawie wszystkich, nawet siebie. Na mistrzostwach Polski seniorek już eliminacjach trafiła na obrończynię tytułu Paulinę Czerską z Gwardii Warszawa. Pokonała ją przede wszystkim mądrością taktyczną. Potem zmiatała z maty kolejne przeciwniczki docierając w wielkim stylu do finału. Do walki o złoty medal jednak nie doszło, bo czując, że kolano znów daje znać o sobie, pozwoliła sobie na grymas bólu. Widząc to lekarz zawodów zaczął dopytywać o dolegliwość i nie dopuścił jej do pojedynku. Głogowska musiała zadowolić się „srebrem”, co i tak zostało uznane za supersensację mistrzostw.
- Ja wierzyłem w Ewelinę, bo widziałem jaką pracę włożyła w przygotowania. Zresztą takiego talentu nie spotkałem dawno, szkoda, że na przeszkodzie w rozwoju kariery ciągle stają jej kontuzje – ubolewa Józef Maciejczak, trener Platana Borkowice. To właśnie pod okiem tego szkoleniowca Głogowska zrobiła ogromne postępy i przebojem wskoczyła do grona największych nadziei polskich zapasów kobiecych. Zresztą na ten sport była skazana od samego początku.

Pochodzi z Ninkowa, maleńkiej miejscowości w powiecie przysuskim. Tam w szkole podstawowej, sprawną, zawsze chętną do ćwiczeń i ambitną dziewczynę wypatrzył Paweł Plaskota, trener zapasów z pobliskiego Goliata Rzuców.
- Właściwie to do zapasów namówił mnie brat Karol, który już je trenował. Poszłyśmy z koleżanką na pierwsze zajęcia, na drugie przyszłam już tylko ja – przypomina reprezentantka Polski. Zapytana, dlaczego wybrała zapasy, odpowiada: – Chyba byłam na nie skazana, bo innego sportu u nas nie było. Chociaż lubiłam i piłkę nożną, ale w futbolu nie było gimnastyki, a za tą przepadałam.
Z rozrzewnieniem wspomina pierwsze w życiu zawody w Rzucowie. Wstydziła się wtedy założyć zapaśniczy trykot, o wyjściu w nim na matę nie wspominając.
- Ale jak zajęłam drugie miejsce, dostałam zapaśniczki (buty do uprawiania zapasów – przyp. gas), własny trykot i dyplom, to dostałam takiego Powera, że szkoleniowcy musieli mnie temperować – opowiada Głogowska.

Kiedy przeszła do szkoły średniej w Borkowicach, zaczęła trenować już bardzo poważnie. I na sukcesy nie trzeba było długo czekać. W kapitalnym stylu wygrała zawody Pucharu Polski kadetek w Przysusze i dostała powołanie na mistrzostwa Europy, które odbywały się w Bułgarii.
- Wtedy po raz pierwszy dał o sobie znać pech Eweliny. Przyplątała się jakaś kontuzja łokcia i przygotowania do imprezy były bardzo ograniczone – wtrąca Józef Maciejczak.

Głogowska pokazała jednak charakter, wystartowała w zawodach i uplasowała się na piątym miejscu. Jej trener twierdzi, że gdyby nie uraz pobiłaby wówczas wszystkie rywalki.

Potem przyszły jednak kolejne sukcesy. W mistrzostwach Polski młodziczek, kadetek, juniorek stawała regularnie. Jak mówi, sama nie pomięta już ile razy. Wielokrotnie reprezentowała też nasz kraj na arenie międzynarodowej.
- Ta cała zapaśnicza karuzela stała się dla mnie jak nałóg – nie ukrywa Głogowska. Nie żałuje niczego, bo jak mówi zobaczyła kawałek świata, zwiedziła wiele krajów, poznała ciekawych ludzi. Zdaje sobie sprawę, że bez uprawiania sportu nie miałaby na to wszystko szans.

Mimo kłopotów ze zdrowiem, ma ambicje, żeby startować dalej. Na diagnozę lekarzy Polskiego Związku Zapaśniczego czeka z niecierpliwością, ale i nadzieją. Ale nawet jeśli kontuzja okaże się silniejsza, już wie, że nie zerwie z zapasami.
- Mam już uprawnienia instruktora, a obecnie jestem na trzecim roku Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie – mówi z dumą. Już pomaga trenerom w zapaśniczych zajęciach, a w przyszłości chciałaby szkolić młodzież.

Sama przyznaje, że na nic poza zapasami i uczelnią nie ma czasu.
- Sport pochłania mnie bez reszty i tak już zostanie – twierdzi. Nawet ostatnio, kiedy na kilka dni wyrwała się w góry nie potrafiła chwili usiedzieć w miejscu. Choć wiedziała, że to dla jej kolana ryzykowne przypinała do stóp na zmianę narty lub deskę snawbordową i szalała na stoku.
- Taka już jestem, kocham sport i nic tego nie zmieni – podkreśla Głogowska. – Ale zdrowie jest najważniejsze – dodaje po chwili.

Autor artykułu: Grzegorz Stępień

Pięćdziesiątka dla twardzieli

Wednesday, February 27th, 2008

IV Ekstremalna Impreza na Orientację „Skorpion” w Krasnobrodzie na Lubelszczyźnie to zawody wyłącznie dla twardzieli. Takich jak Paweł Janiak i Anna Świtalska z Siedlec czy Tomasz Radomiński z Mińska, którzy okazali się najlepsi..

- Lubię te zawody, a zwłaszcza Roztocze – mówi Paweł Janiak, który od kilku lat startuje w tego typu marszach.

W okolicach Krasnobrodu są świetne tereny do imprez ekstremalnych na orientację: lasy, wąwozy, rzeczki, sporo podbiegów. Uczestnicy tegorocznego „Skorpiona” mieli do pokonania 50 km, a zupełnie zakręceni śmiałkowie mogli spróbować sił nawet na 100 km.
- Wybrałem pięćdziesiątkę, do setki nie jestem jeszcze przygotowany – dodaje Paweł.
Wraz z nim na Roztocze pojechało kilkoro zawodniczek i zawodników z siedleckiej grupy Leniwce, którzy pojawiają się wszędzie tam gdzie organizowane nietypowe marsze i biegi.

Przed wyjazdem na imprezę pakują w plecach latarki, kompasy, mapy, trochę owoców, słodyczy i napojów , kilka opatrunków na wszelki wypadek i parę innych, najbardziej potrzebnych na trasie rzeczy. Czasami przydaje się nóż, czasami łopatka. Ważne jest też ubranie, na trasie mogą być niespodzianki. No, i dobre buty: salomonki lub trekinki.
- 16 lutego piętnaście kilometrów przed Krasnobrodem było czarna szosa, a dzień później na trasie „Skorpiona” miejscami śnieg po kolana – mówi Paweł. Do tego w dzień pięć stopni mrozu, w nocy dwanaście.

Nazwa ich nieformalnej grupy, chociaż Paweł startuje ostatnio w barwach Entre.pl, może laików wprowadzić w błąd. O tym, że Leniwcom trudno dotrzymać kroku w marszu po leśnych ostępach czy w rowerowym rajdzie po bezdrożach przekonało się już wielu. Także uczestnicy „Skorpiona”

Czytaj więcej w tygodniku Nasze Miasto – dodatku do mazowieckiego wydania dziennika Polska logo_gazeta_naszemiasto_38.gif

Autor artykułu: Sławomir Kindziuk

Buduje boiska na własnej ziemi

Tuesday, February 26th, 2008

Kazimierz Mroczek to góral z pochodzenia. Do Sochaczewa trafił za… żoną. W dzieciństwie był zapalonym hokeistą. Kiedy w 1999 r. zjawił się z dziewięcioletnim synem na pierwszym treningu sochaczewskiej Unii Boryszew, postanowił sobie, że nie będzie tylko biernym obserwatorem poczynań dziecka. Wkrótce na własnej ziemi zbudował boisko, z którego – za darmo – korzysta młodzież z całego powiatu.

Kazimierz Mroczek, prezes firmy M&M, o zbudowaniu pełnowymiarowego boiska myślał już, kiedy syn zaczął kopać piłkę w klubie. Pomysł udało mu się zrealizować dwa lata później. Sam w dzieciństwie był zapalonym hokeistą i dobrze wiedział, że dla młodego chłopca rozwijanie pasji sportowych jest bardzo ważne.
– W 2001 r. przeznaczyłem 1,5 ha własnych gruntów w Kątach koło Sochaczewa na budowę boiska piłkarskiego. W tym czasie Unia Boryszew zmieniła nazwę na Unia Sochaczew 97. Mroczek wspomina:
– Ziemia kompletnie nie nadawała się pod murawę. Wójt gminy Mirosław Orliński odstąpił mi bezpłatnie 200 wywrotek tzw. humusu, który pozyskał z budowanej wówczas obwodnicy miasta. To była lekka, dobra ziemia, nadająca się pod zasiew trawy. Mogliśmy ruszyć z budową.

Rok później, w czerwcu, nastąpiło uroczyste otwarcie obiektu. Z boiska zaczęli korzystać i młodsi, i starsi. Powstało pięć grup wiekowych dla młodocianych piłkarzy: od rocznika 91 po rocznik 2000. Powołano do życia drużynę oldbojów. Kiedy przychodzi zima, dzieciaki przychodzą na treningi do Gimnazjum nr 2 w Sochaczewie. Dyrektor szkoły odstępuje im salę za darmo.

– Budowałem boisko z myślą o dzieciach. Nie, żeby osiągać jakieś superwyniki. Chodziło mi o to, aby chłopcy mieli gdzie spędzać wolny czas, a przy okazji i rodzice mieli rozrywkę – przekonuje Mroczek.
Podkreśla, że jest tylko jednym z wielu, którzy dla Unii 97 poświęcają swój wolny czas, chęci i siły. Wymienia skrupulatnie trenerów poszczególnych drużyn, zaangażowanych rodziców, życzliwych poczynaniom klubu dyrektorów gimnazjum, członków zarządu.
– Wszyscy jesteśmy wolontariuszami i wszyscy tworzymy klub – zapewnia.

Prezes klubu Zbigniew Oliwa dobrze pamięta początki współpracy z Mroczkiem.
– Przekonywałem go do budowy boiska. Trochę się zastanawiał, ale potem wziął sprawy w swoje ręce. Przy tym, co robi, jestem duchem i sercem – twierdzi Oliwa.

Wkrótce na kolejnych gruntach Mroczka zostanie otwarte kolejne pełnowymiarowe boisko. Uroczyste otwarcie będzie latem. Na razie trzeba poczekać, aż wiosną w ziemi zakorzeni się trawa.
– Żeby zbudować drugi obiekt, musiałem wydzierżawić część pola od sąsiada. Ziemię do usypania nawierzchni miałem tym razem od starosty z tzw. pól czerwonkowskich, na których powstają magazyny. Musiałem też zapewnić nowe zaplecze dla sędziów i szatnie z prysznicami – wyjaśnia Mroczek.

Najciężej jest latem, gdy trawa bujnie wyrasta i trzeba kosić ją przynajmniej raz w tygodniu. Utrzymanie obiektu też jest po kosztach właściciela gruntów. Trzeba wydać na nawozy, opłacić pracownika do utrzymania porządku, sporo też kosztuje specjalistyczna kosiarka. Ta zakupiona w 2005 r. już się zużyła. Następna pochłonie dobre 10 tys. zł.

Wiosną i latem można zobaczyć, jak Kazimierz Mroczek sam kosi trawę na boisku, nawozi.
– Kazikowi trzeba przyznać jedno, że to on głównie ciągnie klub – mówi jeden z trenerów, Piotr Frank.
Frank z klubem jest związany od trzech lat i jak inni pracuje za darmo. Dlaczego?
– Lubię dzieciaki. Sam kopałem trochę piłkę w młodości, w Orkanie. Skoro mogę ich czegoś nauczyć, czemu nie?

Wszyscy społecznicy w Unii zgodnie przyznają, że na ich pasji najbardziej cierpią rodziny.
– Żona już się przyzwyczaiła. Przynajmniej wie, że jak nie ma mnie w pracy, to jestem na murawie. Nie ma innej możliwości – śmieje się Piotr Frank.

Zbigniew Oliwa przyznaje, że dla swojej piłkarskiej pasji zarywa nawet niedzielne przedpołudnia, bo przyjeżdża do Kątów pograć z kolegami z drużyny oldbojów.
– Należymy do Mazowieckiej Ligi Oldbojów i mamy szansę w tym roku przedostać się do II ligi – mówi z uśmiechem.

A co o swoim klubie mogą powiedzieć najmłodsi?
– Jest super. W Unii gram już czwarty rok i nie znudziło mi się – przekonuje 12-letni Maciej Gasik.
Lubi opowiadać o swoich sukcesach mamie, która o wszystko dokładnie wypytuje.

Z zajęć w klubie jest również zadowolony Adrian Berciński, którego tata dowozi na każdy trening z Helenki.
– Starszy syn wciąż mi wyrzuca, że nie miałem dla niego czasu, to teraz, kiedy mam inną pracę, staram się nie popełnić tego błędu wobec Adriana – mówi Paweł Berciński.

W klubie kopią piłkę nawet rodzeństwa, jak Mateusz i Michał Struzikowie, w których pasję zaangażowała się mama.
– Wożę chłopców na zajęcia na okrągło, bo kopią w oddzielnych drużynach. Podczas ostatniego turnieju dwa dni sprzedawałam z koleżanką w sklepiku. Mianowano mnie nawet skarbniczką klubu – mówi mama chłopców Beata Struzik.

Uważa, że Unia Sochaczew 97 jest najlepszym klubem w mieście, bo ma otwarte drzwi dla wszystkich dzieci.
– Nie ma selekcji do drużyn, wyścigu szczurów. Nasze dzieci kopią piłkę, bo lubią to robić. Rodzice pomagają, jak mogą, bo kochają swoje dzieci, a wszyscy mają dobrą zabawę, chociaż czasami trzeba się wysilić i coś z siebie dać – zdradza klubowe credo pani Beata.

Autor artykułu: Joanna Szczepańska

Olsztyn zdobyty, Częstochowa czeka

Tuesday, February 26th, 2008

Wyjątkowo emocjonująca była końcówka tegorocznej rundy zasadniczej. Jadar Sport Radom do ostatniego meczu nie był pewny swego. We wtorek gracze Wojciecha Stępnia wygrali z AZS-em Olsztyn 3:1. W I fazie play-off zagrają z akademikami z Częstochowy.

- Jedziemy powalczyć – zapewniał przed meczem z olsztynianami Wojciech Stępień, trener Jadaru. Po ostatnich przegranych spotkaniach jego podopieczni musieli zdobyć w ostatnim meczu choćby punkt, by spokojnie awansować do fazy play-off i nie oglądać się na rywali. Umotywowani byli szczególnie po przegranym gładko 0:3 na własne życzenie sobotnim meczu z Jastrzębskim Węgiel.
- Jesteśmy frajerami, tak nie powinno się grać – skwitował po meczu z jastrzębianami Sebastian Pęcherz, kapitan Jadaru.

Radomianie w meczu z AZS-em liczyli na swoją mocną zagrywkę i na dobrze ostatnio funkcjonujące przyjęcie. Wszystko zaczęło się zgodnie z planem. Set otwarcia padł łupem graczy Stępnia – głównie dzięki trudnej zagrywce. Drugą odsłonę nasi gracze przegrali dość niefortunnie do 24, by w pełni zrehabilitować się w secie trzecim. Najwięcej emocji i horroru dostarczyła czwarta część spotkania. Już wydawać się mogło, że powtórzy się sytuacja z soboty, jednak najmłodszy w zespole Wojciech Żaliński atakiem zakończył spotkanie.

Dzięki temu zwycięstwu Jadar utrzymał siódmą lokatę. Radomianie nie mają czasu na odpoczynek, bo już w najbliższą sobotę i niedzielę rozegrają na wyjeździe w Częstochowie dwa mecze pierwszej rundy fazy play-off.

Mlekpol AZS Olsztyn – Jadar Sport Radom 1:3 (23:25, 26:24, 21:25, 23:25)
JADAR: Macionczyk, Żaliński, Kokociński, Gawryszewski, Kocik, Pęcherz, Obdrzalek.
AZS: Zagumny, Szymański, Kudłacik, Możdżonek,Tanik, Andrae, Lambourne.
Pozostałe wyniki 18. kolejki: Płomień – Resovia 2:3, Skra – Delecta 3:0, Jastrzębski Węgiel – AZS Politechnika 3:1, AZS Częstochowa – ZAK S.A. Kędzierzyn-Koźle 3:0

Autor artykułu: Karolina Świtka

Wiśniowska na podium

Tuesday, February 26th, 2008

Podczas Halowych Mistrzostw Polski w Spale Monika Wiśniowska z AZS AP Siedlce zdobyła brązowy medal w biegu na 1500 metrów i była czwarta na dwa razy dłuższym dystansie.

W sobotnim biegu na 3000 m Monice zabrakło na finiszu sił. Przed ostatnim okrążeniem próbowała dogonić trzecią w stawce biegaczek Agnieszkę Miernik z WLKS Wrocław, ale nie dała rady. Monika uzyskując 10:02.40 przegrała z wrocławianką walkę o brązowy medal wyraźnie, o 21 sekund.

Dzień później Wiśniowska bijąc wynikiem 4:23.43 rekord życiowy wywalczyła trzecie miejsce w biegu 1500 metrów, za Renatą Pliś (Maraton Świnoujście) – 4:19.93 i Miernik – 4:22.88. Szóste miejsce zajęła Dorota Niemczak z WLKS Siedlce – 4:31.88.

To już jej piąty medal w karierze w halowych mistrzostwach, ale ostatnie dwa letnie sezony miała stracone, prześladowały ją kontuzję. – Może wreszcie w tym roku pokaże na co ją stać na stadionie – liczy trener Janusz Maciejewski.

W biegu na 800 metrów startowała Paulina Paradowska (WLKS), która z czasem 2:15.59 zajęła dziewiąte miejsce.

Autor artykułu: KIN