Dzień przed Wielkanocą odwiedziliśmy rodzinę Waszczaków, dla których mieliśmy niezwykły prezent – kosz pełen jedzenia na świąteczny stół.
Beata, Adrian, ich mama Krysia i ciocia Halina mieszkają razem w dwupokojowym mieszkaniu komunalnym. Pokój, który zajmuje Krystyna z dziećmi ma nie więcej niż 8 metrów kwadratowych. Wzdłuż ściany stoją dwie wersalki, przy drugiej regał. Nie trzeba wstawać, żeby siedząc na wersalce sięgnąć książkę z półki. Gdy kanapa jest rozłożona przed wieczorem, nie widać podłogi.
Beata ma 14 lat. Urodziła się z przepukliną rdzeniowo-kręgosłupową. W pierwszej dobie życia przeprowadzono operację, która dziś umożliwia jej poruszanie się o kulach. Ale z trudem. Po szkolnych korytarzach jeździ na wózku. Musi używać pampersów, lekarze nie potrafią dziś zaoferować jej nic więcej. Beata jest jedną z najlepszych uczennic szóstej klasy w szkole podstawowej nr 22 w Płocku. Jej średnia przekracza 4. Marzy o tym, by zostać przedszkolanką.
– Chciałabym dostać się do gimnazjum nr 8, na Podolszycach – mówi Beata – Tam pójdą prawie wszystkie moje koleżanki.
Szkoła nr 22, tak jak wymarzone gimnazjum Beaty leżą na Podolszycach. Ze Skłodowskiej to cała wyprawa. Dziewczynce dwa razy dziennie musi towarzyszyć mama.
– Cieszę się, że ona tak dobrze się uczy – mówi Krystyna – Lekarze nie znają przyczyny choroby Beaty, ale ja do dziś mam poczucie winy. W ciąży przeszłam silne załamanie nerwowe, wylądowałam w szpitalu, podawano mi leki, nie wiem jakie, bo byłam w stanie kontrolować tego co się wtedy ze mną działo.
Krystyna była wtedy przed rozwodem. Adrian, starszy brat Beaty miał niespełna dwa lata. Ojciec dzieci pił i znikał z domu. W przedszkolu, psycholog zdiagnozował u Adriana autyzm. Dziś 16letni chłopiec jest samodzielny, ale nie potrafi myśleć abstrakcyjnie. Jego świat jest czarno- biały. Odpowiedzi na pytania tylko konkretne. Czy lubi szkołę? „Tak”. Kolegów? „Ryszarda i Patryka. Tak”. Adrain lubi grać na komputerze. Gra w jedną tylko grę, w Króla Maciusia. Do szkoły zabiera go specjalny autobus. Średnia ocen Adriana to 5,0. I z tego mama też jest dumna.
– Późno odkryłam chorobę syna, zbyt długo był przy mnie zamiast w przedszkolu – mówi Krystyna – Ale wtedy, dziesięć lat temu walczyłam o to, byśmy w ogóle mogli żyć.
Ojciec dzieci i mąż Krystyny latami znęcał się nad rodziną, nie pomagały policyjne interwencje, niebieska karta, kolejne wyroki. nawet rozwód. Nie miał, gdzie się wyprowadzić, więc mieszkali razem u siostry Krystyny.
– Pił, bił i wynosił z domu – opowiada Halina – Mieszkaliśmy przy ulicy jasnej, skąd nas eksmitowano za długi. Tutaj już my wzięłyśmy sprawę we własne ręce i jego eksmitowałyśmy.
Dziś cała rodzina żyje z zasiłków wypłacanych przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. – Miesiąc musimy przeżyć za 1014 złotych, do tego jeszcze ZUS ściąga alimenty z renty mpjego byłego męża, to niewiele ponad 100 złotych – wylicza Krystyna – Siostra została zwolniona z pracy 18 miesięcy przed emeryturą. Dziś jest bezrobotna, zarabia dzięki dorywczej pracy, czasem przypilnuje dzieci, lub posprząta w czyimś domu. To nie trafia się często.
Krystyna Waszczak zabiegała o większe mieszkanie w urzędzie miasta, ale bezskutecznie. Jest na liście z numerem 200.
– Bardzo pomaga nam Marzena Kalaszczyńska– rzecznik osób niepełnosprawnych – mówi Krystyna – Ale i ona niewiele może zrobić.
To Marzena zadzwoniła do naszej redakcji z pytaniem, czy wśród ogłoszeń nie znalazło się takie, w którym ktoś chciał pozbyć się kanapy.
– To na czym dziś śpią dzieci zupełnie się rozpada– tłumaczyła – Może kogoś znacie.
Osoby niepełnosprawne, potrzebujące, korzystające z pomocy społecznej nie miewają trzynastej pensji, premii, dodatkowych bonusów. postanowiliśmy zawieść Waszczakom koszyk pełen artykułów spożywczych, które pozwolą im spędzić Wielkanoc bez zmartwień o to, co znajdzie się na stole. Kosz ufundował dział reklamy dziennika Polska the Times. Uprzedzona przez Marzenę Kalaszczyńśką, Krystyna czekała na nas przed drzwiami swojej klatki.
Dzieci od razu rozpakowały prezenty.
– Staramy się sobie jakoś radzić, nie narzekać, nie płakać ciągle – mói Krystyna i powstrzymuje łzy – Spotykamy dobrych ludzi i wierzę, że damy jakoś radę.
Podobnego zdania jest Marzena Kalaszczyśńka, która od lat opiekuje się niepełnosprawnymi płocczanami.
– To rodzina, której trzeba pomagać i ją wpierać – mówi Marzena, której wparcie jest najlepszą rekomendacją.
Mamy nadzieję, że to nie było nasze ostatnie spotkanie.
Autor artykułu: daga