Z ulgą odetchnęli wszyscy, którzy przez kilka godzin w środę 23 kwietnia zaangażowali się w poszukiwania 10-letniego Arkadiusz Kępczyńskiego. Chory na autyzm chłopiec wyszedł z domu rano i… przepadł.
Jak twierdzi jego mama, zostawiła Arka samego tylko na pół godziny; musiała załatwić w przychodni dokumenty potrzebne do zapisania syna do przedszkola. Kiedy wróciła, dziecka już nie było; samo wzięło klucz ze schowka i poszło sobie w świat.
Arek z powodu swojej choroby ma kłopoty z porozumiewaniem się z ludźmi, także z rówieśnikami. – Niektórzy myślą, że on jest jakiś głupi, dzieci często biją go i kopią – opowiada mama. – Dlatego stroni zupełnie od ludzi, lubi wędrować po parowach, po parku…
Kiedy Arek nie pojawił się przez kilka godzin, a rodzice samodzielnie nie znaleźli go w żadnym znanym im miejscu zabaw chłopca, o pomoc zwrócili się do policji. Dyżurny KMP asp. sztab. Sławomir Szczypecki natychmiast uruchomił całą machinę do poszukiwań. Zespół prasowy komendy rozesłał do mediów komunikaty i zdjęcie chłopca, wizerunek i rysopis Arka dyżurny przekazał wszystkim patrolom, ale też do monitoringu miejskiego, dyspozytora Komunikacji Miejskiej, korporacji taksówkowych. Patrole (w dwóch uczestniczyli rodzice) krążyły po Płocku, wypatrując zguby.
Ok. 15.30 zadzwonił telefon. Mężczyzna wracający z pracy w Orlenie usłyszał komunikat w radiu i skojarzył z chłopcem, który błąkał się przy bramie nr 2. Potem jeszcze jedna osoba telefonicznie poinformowała, że widziała dziecko w tym samym miejscu. Dyżurny Szczyrecki od razu skierował tam cztery radiowozy, także te z rodzicami. I… znalazł się!
- Był bardzo przestraszony, zapłakany, ubrudzony, chyba się gdzieś turlał w piasku – relacjonowała wkrótce potem na komendzie mama chłopca. Arek od razu trafił do najbezpieczniejszego dla siebie miejsca, do swojego domu.
Przez cały czas poszukiwań rękę na pulsie trzymał komendant miejski policji Jarosław Brach. Osobiście zatelefonował z podziękowaniami do mężczyzny, który jako pierwszy wskazał miejsce pobytu Arka. – Dziękuję też gorąco mediom i wszystkim, którzy włączyli się do poszukiwań – mówi komendant Brach. – Jestem naprawdę szczęśliwy, że wszystko dobrze się skończyło, że chłopiec jest cały i zdrowy. To, że znalazł się tak szybko, to także zasługa was wszystkich. Wspólne działanie zawsze przynosi najlepsze efekty.
Ale najbardziej szczęśliwa jest mama chłopca, choć nie mogła się powstrzymać od płaczu, kiedy nerwy już puściły. – Ja też wszystkim bardzo dziękuję, a najbardziej policji. Bez waszej pomocy nie wiem, czy bym go odnalazła.
Autor artykułu: seb