Archive for May, 2008

Dziś w Tygodniku “Nasze Miasto”

Wednesday, May 21st, 2008

Komu ten stadion
W Siedlcach przed Euro 2012 ma powstać nowoczesny stadion, ale może się okazać, że na mistrzostwach nie będzie komu na nim grać.

Ten wyjątkowy dzień
Wszystkie mamy lubią dostawać prezenty. Nie muszą one być wyszukane i oryginalne. Najważniejsze, by płynęły z serca. Tylko to się liczy.

Kolejny krok do tunelu
Wojewoda podpisał decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach zgody na przebudowę stacji w Siedlcach. Za rok rozpocznie się jej modernizacja i budowa dwóch tuneli.

Wojna w ciuchlandii
Zakupy w siedleckich ciuchlandach, to skrzyżowanie ostrego karate z triatlonem. W ruch idą łokcie i torebki.

To trasy śmierci
Mieszkańcy Kołbieli mają dość korków i wypadków w ich gminie. Dlatego walcza o budowę obwodnicy.

Chce mieć dinozaury
W czerwcu wystawa archeologiczna, a w przyszłości dinozaury naturalnej wielkości w Garwolińskim Parku Jurajskim.

Wygrać z nałogiem
Przybywa osób uzależnionych od alkoholu

Autor artykułu:

Czują się oszukani

Tuesday, May 20th, 2008

Właściciele sochaczewskich posesji uiszczą opłatę za wzrost ich wartości np. po zmodenizowaniu ulicy. Mieszkańcy są oburzeni.

Masz działkę przy drodze, którą zmodernizuje miasto? Będziesz musiał zapłacić. Sochaczewscy radni zdecydowali, że właściciele działek położonych przy każdej nowowybudowanej drodze będą musieli uiścić opłatę adiacencką.

– Nie będzie to zwrot kosztu budowy, ale udział mieszkańców w finansowaniu najdroższych drogowych inwestycji. Inne miasta wprowadziły opłaty adiacenckie, więc Sochaczew tylko do nich dołącza – tłumaczy radny Stanisław Wachowski.

Inni członkowie rady wyjaśniali, że opłatę uiścić musi każdy właściciel ziemi przylegającej do nowej drogi, bo jej koszt zaraz po zakończeniu inwestycji rośnie. Mieszkańcy będą musieli więc zapłacić jednorazowy podatek w wysokości 20 proc. od wzrostu wartości nieruchomości. Jeśli metr kw. działki przed wybudowaniem drogi kosztował 60 zł, a po wybudowaniu – 80 zł, właściciel posesji zapłaci 20 proc. od 20 zł, czyli 4 zł za każdy metr kw. działki opłaty adiacenckiej. Opłata właściciela 500-metrowej posesji wyniesie 2 tys. zł.

Nowa uchwała bulwersuje mieszkańców. – Ostatecznie wszyscy płacimy podatki, a miasto ma wobec nas jakieś obowiązki, m.in. zapewnienie odpowiedniego standardu życia. Tymczasem wymyśla coraz to nowe opłaty – oburza się Piotr Kawęcki. Sochaczewianie wytykają miastu, że to kolejny skok na ich kieszeń. Już wcześniej obowiązywała zasada współpłacenia za utwardzenie drogi.

– Mieszkańcy kupowali krawężniki, a miasto wykładało pieniądze na kanalizację deszczową i utwardzenie drogi. W ten sposób mogli doczekać się wcześniej remontu – mówi Daniel Wachowski, rzecznik sochaczewskiego ratusza. Uważa, że opłata adiacencka pozwoli wszystkim współuczestniczyć w kosztach i będzie sprawiedliwsza. Ma też pozwolić na budowę większej liczby dróg.

Autor artykułu:

Pożegnalny mecz Zorana Radojevica

Monday, May 19th, 2008

Sekcja piłki ręcznej Wisły Płock organizuje pożegnalny mecz Zorana Radojevica. Spotkanie zostanie rozegrane we wtorek 20 maja w hali Chemika w Płocku o godzinie 18. Przeciwnikiem Wisły Płock w tym spotkaniu będzie zespół Hand-Med Płock. Wstęp wolny.

Autor artykułu:

Ośmiu pijanych kierowców w sobotę

Monday, May 19th, 2008

Ośmiu pijanych kierowców zatrzymali w sobotę pruszkowscy policjanci. 47-letnia rowerzystka z Pruszkowa miała 2,83 promila alkoholu w organizmie. Nie pierwszy raz poruszała się pojazdem pijana. W dodatku uznała, że nic się nie stało. Z kolei 21-letnia Ewelina S., o godz. 0.55 wsiadła za kierownicę samochodu mimo że miała 1,6 prom., alkoholu w organizmie. Zderzyła się z ogrodzeniem posesji w Raszynie.

2,09 prom. alkoholu miał 35-letni Marcin C., który jechał skradzionym wcześniej autem po ulicach Pruszkowa około godz. 3.45. – Policjantom nie potrafił powiedzieć, ani skąd wziął się w samochodzie, ani dokąd jechał – mówi Dorota Nowak, z Komendy Powiatowej Policji w Pruszkowie.

Jeszcze bardziej pijany był 44 –letni Janusz P., który o godz. 19.30 jechał rowerem po Owczarni. Policjanci kazali mu się zatrzymać, ale nie reagował ani na sygnały świetlne, ani na dźwiękowe. Okazało się, że ma 2,48 promila alkoholu w organizmie.
- W Raszynie, o godz. 15.10 został zatrzymany 26-letni Jakub M., jadący oplem, mimo że miał 1,32 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Nie posiadał przy sobie prawa jazdy, a samochód nie miał aktualnych badań technicznych, ani polisy OC. W związku z tym auto i dowód rejestracyjny zostały zatrzymane – relacjonuje Dorota Nowak.

Z kolei w Pruszkowie policjanci zatrzymali nie tylko pijanego kierowcę (43-letniego Jerzego A.), ale także jego pasażera, który był poszukiwany.
- Kierującego citroenem zgubiło to, że jechał w środku nocy (godz. 0.00) przez Pruszków bez włączonych świateł. Policjanci od razu wyczuli od niego woń alkoholu, a po przebadaniu alkomatem poznali dokładną wartość – 1,2 promila – dodaje policjantka. 25-letni Rafał Ż. dodatkowo nie miał prawa jazdy.

Kolejny pijany kierowca, zatrzymany w sobotę przez policjantów w powiecie pruszkowskim to 55-letni Mirosław Z. mając 2,3 prom. alkoholu w organizmie jechał o godz. 21 rowerem przez Nową Wieś.

Autor artykułu: edur

27. kolejka w MLS

Sunday, May 18th, 2008

W minioną sobotę Podlasie Sokołów podejmowało na własnym boisku Błękitnych Gąbin. Podopieczni trenera Krzysztofa Paderewskiego rozpoczęli mecz bardzo ofensywnie, co przyniosło efekt w postaci gola strzelonego w 24. minucie przez Roberta Chacińskiego. Później Podlasie miało jeszcze kilka okazji, ale więcej bramek kibice nie zobaczyli.

Po blamażu w poprzedniej kolejce dobry mecz rozegrała Pogoń Siedlce, która wygrała w Maszewie z tamtejszym Amatorem 5:0. Rehabilitując się za porażkę ze Skrą Drobin łupem bramkowym podzielili się Sylwester Buga (dwie) oraz Piotr Ogórek, Mariusz Kruk i Łukasz Firus.

W sobotę mecze wygrały także inne czołowe drużyny tej grupy, więc dwa tygodnie przed zakończeniem rozgrywek wciąż nie wiadomo kto zajmie pierwsze miejsce i zagra w barażach o awans do III ligi, a nawet kto zmieści się w czołowej ósemce i znajdzie się w nowej IV lidze.

W środę 21 maja odbędą się kolejne mecze. Pogoń zagra w Siedlcach o godz. 16 z Victorią Sulejówek, a Podlasie na wyjeździe ze Żbikiem Nasielsk. Natomiast w sobotę 24 maja o godz. 16 spotkania odbędą się spotkania Podlasia w Sokołowie z MKS Ciechanów i w Glinojecku Kryształu z Pogonią Siedlce.

MLS grupa północna
Wyniki 27. kolejki:
Podlasie – Błękitni 1:0, Amator – Pogoń 0:5, Huragan – Żbik 3:0, Wkra – Ciechanów 0:1, Kryształ – Mazur 5:2, Victoria – Naprzód 4:3, Skra – Ostrovia 1:2, Marcovia – Kasztelan 3:0.

1. Huragan Wołomin 27 55 56-29
2. Podlasie Sokołów 27 54 64-30
3. Pogoń Siedlce 27 54 48-28
4. Kryształ Glinojeck 27 54 48-21
5. Victoria Sulejówek 27 52 62-39
6. Żbik Nasielsk 27 46 50-31
7. Naprzód Zielonki 27 46 59-43
8. MKS Ciechanów 27 44 45-40
9. Mazur Radzymin 27 42 50-40
10. Kasztelan Sierpc 27 32 31-42
11. Wkra Żuromin 27 28 27-47
12. Marcovia Marki 27 25 31-44
13. Błękitni Gąbin 27 23 29-52
14. Amator Maszewo 27 22 30-55
15. Ostrovia Ostrów M. 27 15 24-62
16. Skra Drobin 27 12 25-76

Czytaj więcej w tygodniku Nasze Miasto – dodatku do lokalnego wydania dziennika Polska Nasze Miasto.

Autor artykułu: KIN

Wypadek na budowie

Sunday, May 18th, 2008

29 – letni pracownik budowlany został ranny w 17 maja w Radomiu. Wypadek miał miejsce przy przebudowie sieci wodociągowej i kanalizacyjnej na ul. Malczewskiego.

Prawdopodobnie poszkodowany mężczyzna pracował w wykopie przy układaniu rur, kiedy z nieznanych przyczyn uderzyła w niego łycha koparki. Z wykopu wydobyli go strażacy. Pomagał też operator koparki. 29 – latek z rozległymi obrażeniami ciała został przewieziony do szpitala. Przyczyny wypadku bada policja i Państwowa Inspekcja Pracy. Koparkę zabezpieczono do badań biegłego.

Autor artykułu: Anna Drela

Więcej pracy dla mieszkańców Pionek

Sunday, May 18th, 2008

Prawie 1,5 tysiąca osób odwiedziło Targi Pracy w Pionkach. Pracowników poszukiwało 26 firm.
Pracę kierowcom proponowały Miejskie Zakłady Autobusowe w Warszawie. Sprzedawców i kasjerów chciały zatrudnić znane sieci handlowe. Na prace mogli liczyć ślusarze, spawacze, tokarze i frezerzy. Niestety wszystkie te firmy proponowały etaty poza Pionkami, co oznacza, że wykwalifikowani pracownicy wciąż będą opuszczać Pionki.

Funkcjonariuszy poszukiwał Nadwiślański Odział Straży Granicznej oraz Komenda Wojewódzka Policji w Radomiu. Ze znalezieniem zatrudnienia nie mieli problemu ochroniarze, budowlańcy i pracownicy przemysłu drzewnego. Na bezrobotnych czekało w sumie ponad czterysta miejsc pracy.

Zdaniem Józefa Bakuły, dyrektora Powiatowego Urzędu Pracy w Radomiu, pojawiły się zawody deficytowe, pracodawcy mają problem ze znalezieniem odpowiednich pracowników, dlatego tak duże zainteresowanie firm Targami Pracy.

Jest jednak szansa, że już niebawem nie trzeba będzie wyjeżdżać z Pionek, żeby znaleźć pracę. W mieście już inwestuje 15 firm. Dwie kolejne zainteresowane są rozpoczęciem działalności. Dzięki nim powstaje prawie 800 miejsc pracy.

Bez pracy w Pionkach jest nadal blisko 2, 5 tysiąca osób.

Autor artykułu: Anna Drela

Anna wciąż walczy

Saturday, May 17th, 2008

27-letnia żyrardowianka daje nadzieję kobietom. Można pokonać śmiertelną chorobę i urodzić dziecko, tak jak ona. Dziś sama potrzebuje wsparcia i siły, by rehabilitować córeczkę i wyprosić wymarzone mieszkanie.

Mimo młodego wieku, Anna Witecka ma smutne oczy osoby doświadczonej i zmęczonej życiem. Choć zapewnia, że jest zdrowa, nie ma siły, by normalnie pracować. A potrzebuje wyjątkowo dużo sił, by rehabilitować ukochaną córeczkę.

Wiktoria, mała rezolutna blondyneczka, 15 września skończy dwa latka. Ma porażenie mózgowe. Właśnie stawia pierwsze kroki. Każdy jej kroczek, każdy uśmiech sprawiają rodzicom wielką radość.
– Ona dodaje nam sił, nie wyobrażamy sobie życia bez niej – mówi Anna Witecka. Dzięki niej pokonała raka. Teraz dodaje sił wszystkim chorym kobietom, którym lekarze odbierają nadzieję, że zostaną matkami, tak jak kiedyś Annie.

– Jesteśmy z mężem siedem lat po ślubie. Kilka lat staraliśmy się o dziecko. W końcu się udało – opowiada spokojnym głosem żyrardowianka. Wielką radość, że w końcu zostanie mamą, zakłóciła porażająca wiadomość. Rak szyjki macicy. W zaawansowanym stadium.

– Nasze życie na jakiś czas zamieniło się w horror – wspomina młoda kobieta. Rozpoczęły się wizyty u lekarzy.

– Jeden z nich chciał, żebym usunęła ciążę. Twierdził, że zagraża mojemu życiu – opowia_da młoda mama.

Zdecydowała się walczyć. O swoje życie. I dziecko. Niestety, nowotwór coraz bardziej dawał o sobie znać.

– Cierpiałam. Z bólu nie mogłam spać. Nie pomagały masaże – wspomina żyrardowianka. Nie mogła sięgnąć po silne leki uśmierzające ból, żeby nie zaszkodzić dziecku. Tymczasem choroba coraz bardziej atakowała. Lekarz wstrzymywał się z operacją matki do momentu, kiedy dziecko w jej łonie będzie mogło samodzielnie oddychać.

Wiktoria urodziła się w 34 tygodniu ciąży 15 września 2006 roku. Anna Witecka przeszła cesarskie cięcie. Walczyła o życie.

– Pamiętam, jak małą reanimowali. Nie chcieli mi jej pokazać. Była malutka i słaba – opowiada smutnym głosem żyrardowianka. Tuż po urodzeniu córeczki Anna podała się chemioterapii i radioterapii.

– Leki, szpitale, rehabilitacja, fatalna kondycja. Złe rokowania – wylicza Witecka. Ale walczyła o życie. A sił dodawała jej mała Wiktoria.

– Udało się. W styczniu zeszłego roku przeszłam drugą operację – opowiada 27-latka. Zapewnia, że dziś jest już zdrowa. Ale nadal potrzebuje dużo sił. Musi rehabilitować małą.

– Okazało się, że ma porażenie mózgowe, cały czas musimy ćwiczyć – mówi Anna. Sama też jest pod stałą opieką specjalistów. Nie może normalnie funkcjonować, pracować, a utrzymać się z jednej pensji jest ciężko.

– Musimy wynajmować mieszkanie. Nie mamy własnego – przyznaje Witecka. Niestety, nie mogą liczyć na pomoc najbliższych. Jej mama ma jeden pokój, rodzice męża również.

– Marzę o mieszkaniu komunalnym – nie ukrywa żyrardowianka. Kilka razy była w tej sprawie u prezydenta miasta. I nic.

– Mieszkania przydzielane są według ustalonych kryteriów. Pod uwagę brane są nie tylko względy zdrowotne, ale też sytuacja materialna, rodzinna, liczba dzieci lub wychowanków, czas oczekiwania na lokal – wylicza Monika Walczak, rzecznik prasowy urzędu miasta.

Mimo to Anna Witecka nie traci nadziei.

– Wspieramy ją. Byłyśmy razem w ratuszu – mówi Lucyna Korycka z żyrardowskiego stowarzyszenia Amazonek. Podkreśla, że Annę podziwia cała Polska, wiele chorych ludzi.

– Ona dodaje im siły. To nasza bohaterka. Poświęciła się dla dziecka. Dała radę, ciągle daje – dodaje Korycka. Podkreśla, że Anna jest najmłodsza w stowarzyszeniu amazonek, ale jednocześnie jedną z najbardziej doświadczonych chorobą osób.

– Myślę, że w końcu ktoś jej pomoże, tak jak ona pomaga innym, i dostanie mieszkanie – mówi Lucyna Korycka.

Autor artykułu: ANNA POSTAREMCZAK

Kasia, spakowałaś dres?

Saturday, May 17th, 2008

Katarzyna Klata, łuczniczka Mazowsza Teresin, podczas igrzysk olimpijskich w Atlancie w 1996 r. w drużynie zdobyła brązowy medal. W ubiegłym roku przeszła na sportową emeryturę, a w lipcu po raz drugi zostanie mamą.

We wrześniu mieliśmy 40-lecie sekcji łuczniczej Mazowsza Teresin – mówi Katarzyna Klata. – Przy tej okazji zakończyłam karierę w wieku 35 lat, choć faktycznie nie startuję w zawodach od pięciu lat. Oficjalne zakończenie kariery było potrzebne, aby dostać emeryturę za brązowy medal zdobyty w Atlancie. A gdy już zostałam emerytką, pomyślałam o drugim dziecku. Udało się i na 4 lipca mam termin porodu. Będzie syn. Córka Ola ma już 16 lat.

Klata tylko raz startowała na igrzyskach olimpijskich, ale ten jeden start wystarczył do zdobycia medalu. To było w Atlancie w 1996 r. Jednak jej pierwsze igrzyska miały być cztery lata wcześniej. By wystartować na igrzyskach, poświęciła studia na warszawskiej AWF. Chciała wziąć urlop z uczelni, ale go nie dostała. Przerwała więc studia i wszystko postawiła na jedną kartę – sport.
– Wywalczyłam nominację olimpijską, byłam w składzie do Barcelony, ale zaszłam w ciążę.

Powiedziałem sobie, że po porodzie wracam i trenuję dalej, żeby załapać się na igrzyska. W czerwcu 1992 r. urodziłam Olę, a dwa tygodnie po porodzie już poszłam na trening. Miałam wtedy 20 lat, czułam się świetnie. Gdy trener zobaczył mnie z łukiem w ręku, ledwo z siebie wykrztusił: „Co ty tutaj robisz?”. Bardzo chciałam pojechać, ale nie pojechałam. Wszyscy bardzo mi pomogli, by jednak moje marzenie spełniło się za cztery lata – mąż, rodzice, wszyscy!

Katarzyna Klata, z domu Kowalska, jest łuczniczką w drugim pokoleniu. Jej ojciec Ryszard Kowalski dwa razy był mistrzem Polski. Teraz, w wieku 61 lat, wciąż strzela, tylko że z łuku bloczkowego. Mama Emilia była kierownikiem sekcji łuczniczej Mazowsza Teresin. Katarzyna przez 29 lat mieszkała przy stadionie Gminnego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Tu też wychowała się jej córka Aleksandra, która też już strzela z łuku.

Cztery lata między igrzyskami w Barcelonie i Atlancie wcale nie minęły szybko, ale gdy Katarzyna wiedziała już, że spełni się jej marzenie, odetchnęła z ulgą. W podobnej sytuacji jak ona była jej koleżanka z drużyny Joanna Nowicka. Jej córka urodziła się po igrzyskach w Barcelonie i dla obu pogodzenie macierzyństwa i sportu było wielką próbą charakteru.

– Aśka miała jednak za sobą starty na igrzyskach w Seulu i Barcelonie, i dla niej samo uczestnictwo w takiej imprezie to już było za mało. Ona chciała medalu i gdy wyjeżdżałyśmy do Atlanty, powiedziała: „Twoja Ola ma trzy lata, moja Ola ma trzy lata – musi być brązowy medal”. A moim marzeniem było miejsce w pierwszej ósemce, bo to zapewniało stypendium sportowe na następny rok.

Igrzyska dla Katarzyny zaczęły się fatalnie.

– Na ceremonię otwarcia na stadionie wbiegaliśmy po jakiejś pochylni. Idziemy już po bieżni, a ja czuję, że jakoś mi tak gorąco w stopy. Miałam krew w butach. Okazało się, że to cholerne trzewiczki, które nam dano do strojów wyjściowych, starły mi i kilku innym dziewczynom skórę ze ścięgien Achillesa. Jakąś chustką obtarłam buty z krwi, ale i tak myślałam, że nie dam rady przejść przez cały stadion. Udało się cudem.

Przez pierwsze dni pobytu w wiosce olimpijskiej Katarzyna żyła emocjami innych. Tych jadących na start, a potem wracającym już zawodów. Jedni szczęśliwi, inni smutni.

– W wiosce pisaliśmy wierszyki dla kolegów. Wszyscy się znali lub poznawali i nie miało znaczenia, kto jaką trenuje dyscyplinę. Choć… Jedna z tenisistek, nie powiem która, kiedyś zadzierając noska, powiedziała: „że chce się wam po te strzały tak chodzić. Ja to przynajmniej wiem, po co ganiam za piłką”. Wtedy nic jej nie odpowiedziałam, ale gdy już obie byłyśmy po starcie i znowu się spotkałyśmy, to dokończyłam tamtą rozmowę, mówiąc: „Ja wiem, po co chodzę po strzały. Mam medal. A ty?”.

W połowie igrzysk, gdy swoje starty zakończyli pływacy, nocą w parku olimpijskim wybuchła bomba.
– To było niemal za naszymi oknami. Słyszałam to, ale myślałam, że to jakieś petardy. Potem wszystko się zmieniło. Zabroniono nam wychodzić z wioski, zostały tylko mury i trenowanie. Nastrój święta gdzieś prysnął, a nam zaczynały puszczać nerwy. Dzień przed startem Aśka postanowiła wyjść jednak na miasto, chciałam z nią iść, ale odmówiłam. No i pogniewała się na mnie. Nocą obie nie mogłyśmy zasnąć. Aż Aśka zapytała się: „Kaśka, spakowałaś dresy?”. „A po co mi?” – odparłam zdziwiona. „To w czym wyjdziesz na podium?” – powiedziała Aśka. Wstałam, spakowałam ten dres, by jeszcze bardziej jej nie wkurzać. Nasz tor był gdzieś za miastem, więc musiałyśmy wstać bardzo wcześnie, by zdążyć na start. Gdzie siedziałyśmy już w autobusie, Aśka zapytała Iwonę Dzięcioł o to, co mnie. „A po co mi dres?” – Iwona zdziwiła się tak jak ja i dostała tę samą odpowiedź. I też, rada nierada, grzecznie wróciła do pokoju po dres i spakowała go do torby.

Polki o wejście do ósemki walczyły z Rosjankami. Gdy wychodziły na tor, wszystkie zobaczyły na widowni szefa UKFiT Stefana Paszczyka. Jedna drugiej jednak o tym nie powiedziała, bo każda z nich bała się, że to jeszcze bardziej zestresuje koleżanki. Ale z Rosjankami wygrały, tak jak w boju o półfinał z Ukrainkami, w którym pobiły rekord Polski.

– Wtedy poczułyśmy, że może być medal. W półfinale z Koreankami przegrałyśmy, ale w pojedynku z Turczynkami o brąz wygrałyśmy praktycznie pierwszą serią. Ja z naszej drużyny strzelałam jako ostatnia, bo zawsze strzelałam bardzo szybko. Byłam niesamowicie skupiona. Tarcza, łuk, tarcza, łuk. Ale ponieważ znałyśmy wyniki rywalek, było też liczenie punktów. Przed ostatnią serią wiedziałam, że wystarczy, bym tylko strzeliła trzy razy w 7, a będziemy miały medal. Reszta strzał potem mogła polecieć w niebo. Dlatego po trzeciej strzale w tarczy, już zaczęłyśmy się z Iwoną cieszyć. Jednak Aśka wciąż była w innym świecie i zaczęła krzyczeć: „Co wy się cieszycie?! Kaśka, strzelaj, jeszcze masz strzały! Strzelaj!”. Przez dłuższą chwilę nie mogło jeszcze do niej dotrzeć, że już jest po wszystkim. I mamy medal.

Potem cieszyły się już wszystkie, a gdy stały na podium, łzy nie kapały po policzkach, ale płynęły rzeką.

– Nie słyszałam hymnu koreańskiego, który grali. W moich uszach, głowie i sercu płynął „Mazurek Dąbrowskiego”. Taka byłam szczęśliwa!

Katarzyna robi przerwę w swojej opowieści. W ogrodzie swego domu w Teresinie musi rozwiesić pranie. Od koleżanek dostała używane ciuszki dla dziecka, które ma się urodzić w lipcu, więc teraz spokojnie szykuje się do tej chwili. Takie drobne prace domowe, które wciąż może robić, sprawiają jej przyjemność. A gdy znowu siada w wiklinowym fotelu, kładzie dłonie na brzuszku, w którym już wierci się jej syn.

– W Teresinie jest życie – na chwilę zmienia temat. – Nigdy i za nic bym się stąd nie wyprowadziła, choć kiedyś mogłam do Warszawy. Ale nie chcę. Gdyby tam było tak dobrze, to ludzie stamtąd by nie uciekali.

Medal z Atlanty jest jeszcze w domu rodziców. Dom, w którym teraz mieszka, jest nowy i wciąż jest coś pilniejszego do zrobienia niż wystawa sportowych trofeów.

– A przy okazji ciuchów, mam z Atlanty jeszcze jedną historię. Gdy wyjeżdżałyśmy na igrzyska, jakaś dziennikarka zapytała mnie, czy zapakowałam sukienki, bo przecież my, łuczniczki, jedziemy do Atlanty tylko na wycieczkę. No i gdy spotkałyśmy się na jakimś przyjęciu już po naszym starcie, to się jej trochę odcięłam. „Widzi pani. Nie wzięłam sukienek. Szkoda, bo teraz jakaś by się przydała”.

Znaczenie sukcesu odniesionego w Atlancie dotarło do Katarzyny dopiero w Polsce. Gdy na Okęciu witał ją tłum ludzi skandujących „Te-re-sin!”, a potem, gdy zobaczyła dom i dziecko.
Katarzyna Klata ostatni raz w zawodach startowała w 2002 r. Gdy przestała strzelać, skończyła studia i reaktywowała sekcję łuczniczą w Mazowszu Teresin. W trzech grupach dzieci, juniorów i seniorów trenuje łącznie 30 osób. Sprzęt jest drogi, dlatego swój łuk oddała następcom, zostawiając sobie strzałę z nazwiskiem.

– Ona mi wystarczy – mówi Katarzyna Klata. – Chcę, by w Teresinie było więcej medalistów olimpijskich. Może właśnie strzelając z tego łuku, wychowa się następny.

Autor artykułu: ANDRZEJ CHYLIŃSKI

Wybierz nazwę dla siedleckiego multikina

Friday, May 16th, 2008

Max Film opublikował 10 nadesłanych przez siedlczan propozycji nazw Multikina przy ul. Wiszniewskiego w Siedlcach. Jego otwarcie planowane jest w połowie września.

Oto propozycje, które nadesłali siedlczanie:

NoveKino SIEDLCE
Novelino WENUS
NoveKino FENIKS
NoveKino IMPERIAL
NoveKino ZENIT
NoveKino OMEGA
NoveKino FAMILIJNE
NoveKino KADR
NoveKino OSKAR
NoveKino PODLASIE

Głosować można do 27 maja na stronie: www.maxfilm.com.pl

Zwycięzca, którego propozycja zdobędzie najwięcej głosów otrzyma zestaw komputerowy. Dziewięciu pozostałych autorów dostanie odtwarzacze mp3. Wśród 20 mieszkańców biorących udział w głosowaniu rozlosowywane zostaną gadżety sieci “Novekino”.

Wyniki konkursu zostaną ogłoszone w czerwcu, podczas obchodów Dni Siedlec.

Autor artykułu: JK